- To wszystko? - spytała Lumena, upijając łyk
herbaty z małej, śnieżnobiałej filiżanki. Łagodnym wzrokiem zerknęła znad
krawędzi na Diam, która najwidoczniej była coraz bardziej przejęta spokojem
przyjaciółki.
- Myślę, że tak. To tyle.
- Więc... Po co mi to mówisz? - dodała z nutą
rozbawienia w głosie.
- Pomóż mi, Lu. - dodała błagalnym tonem.
- Oj Diami, Diami. Zawsze chciałaś, żeby dziwne
historie, dziejące się w naszym mieście dotknęły i ciebie. Czemu nagle
zaczynasz marudzić? Przecież-
- Nie, Lu. Chciałam, żeby szara codzienność stała
się nieco barwniejsza.
- Przecież masz czego chciałaś.
- Nie dostrzegasz tego? Fantastyczne historie to
jedynie bajki, wymysł ludzkiej wyobraźni. Na świecie nie istnieją zjawiska
paranormalne, nadprzyrodzone. To niemożliwe.
Uderzenie
filiżanki o blat stolika rozeszło się po niewielkim pomieszczeniu. Kilka osób,
które zebrały się przy niskich stolikach starej, zapomnianej kawiarenki na
obrzeżu miasta zerknęło zaciekawionym wzrokiem na purpurowowłosą dziewczynę,
podnoszącą się z czerwonej poduszki. Wysoka postać, ubrana w dłuższą bluzkę
oraz czarne szorty okrążyła niewielki stoliczek na krótkich nóżkach i usiadła
obok Diam, patrząc jej prosto w oczy. Głębokie, błękitne spojrzenie zdawało się
dokładnie analizować każdy ruch czy nawet mrugnięcie dziewczyny. Lumena
odsunęła się nieznacznie, jednak nadal przyglądała się przyjaciółce z
zaciekawieniem.
- Diam? - spytała nieco przyciszonym, lecz nadal
pełnym energii tonem.
- Słucham. - delikatnie drżący głos ukazywał
mętlik w myślach dziewczyny.
- Nie. Nie ty. Mówię do Diam.
Zdezorientowanie
dawało się we znaki. Podczas, gdy Lumena niewzruszenie wpatrywała się w
przyjaciółkę, ta z kolei próbowała zrozumieć sens słów.
- O co ci chodzi, Lu?
- Przywróć mi moją dawną Diam. Oddaj mi ją. Diam,
dla której nie było rzeczy niemożliwej. Taką, która wierzyła we wszystko,
niezależnie od tego, czy było to realne czy nie.
- Jestem tutaj. - rzuciła zdenerwowana.
- Nie żartuj sobie ze mnie. - ironicznie
roześmiana, mówiła dalej. - Mam ci niby uwierzyć?
- To już twoja decyzja.
- Nie będziesz mnie przekonywać?
- A czy do wiary trzeba kogoś przekonywać?
Zapadła
niezręczna cisza. Żadna z dziewczyn nie miała większej ochoty na rozpoczęcie
dalszej rozmowy. Atmosfera zdawała się być bardzo napięta, powietrze gęstsze,
jednak...
Filiżanka ponownie uniosła
się, a Lumena z uśmiechem na twarzy upiła odrobinę herbaty.
- Witaj znów, Diam.
Drobna
blondynka podniosła głowę i ze zdziwieniem spojrzała na rozmówcę. Od początku
była świadoma tego, że rozmowa z Lu wcześniej czy później przyniosłaby taki
rezultat. Przecież podświadomie się z nią po to spotkała. Żeby ponownie zacząć
wierzyć. Zrobić jakikolwiek ruch. Nie poddawać się sytuacji. Odnaleźć trzeźwy
sposób myślenia.
Wszystko
wróciło do normy. Dlaczego?
Kwestia
krótkiej rozmowy. A raczej jej sztuka.
Mogłoby
się zdawać, że te kilka wymienionych zdań to jedynie błahe słowa, które niczego
nie wnoszą. Prawda była całkiem inna. Taki rodzaj relacji między tą dwójką
powodował, że były w stanie zrozumieć się wzajemnie w stopniu, który mało kto
osiągnął. Żyły w ciągłym analizowaniu swoich myśli. Wiedziały jak dotrzeć do
podświadomości drugiej strony, jak odnaleźć problem, jak sprowokować i
ostatecznie jak pomóc.
Myśli
Diam powędrowały do momentu, kiedy pierwszy raz spotkała Lumenę na swej drodze.
Było to kilka lat temu, podczas najpiękniejszej pełni księżyca, jaką pamiętała.
Poczuła potrzebę uwiecznienia amarantowych oraz szarych chmur, przesuwających
się po niebie. Nie myśląc wtedy zbyt długo, wybiegła z domu z aparatem w ręce.
Coś nieokreślonego ciągnęło ją na najwyższy budynek w pobliżu. Bez problemu
pokonała liczne schody, prowadzące na płaski, rozległy dach, z którego mogła
wyraźnie dojrzeć każdy punkt, czy to horyzont czy zenit. Robiąc kilka kroków,
spojrzała w niebo. Wyciągnęła ręce w górę i zrobiła kilka zdjęć. Im więcej ich
robiła, tym mniej idealne się wydawały. Podirytowana, opuściła ręce i usiadła
na dachu.
- Dlaczego przestałaś?
Odruchowo
odwróciła głowę w stronę dobiegającego zza jej pleców głosu. Początkowo nie
dojrzała zbyt wiele w nocnej ciemności. Przypatrując się nieco mocniej,
zauważyła zarys osoby, stojącej kilkanaście metrów dalej. Wyglądało na to, że
krok po kroku zbliżała się do niej. Kiedy odległość zrobiła się dość mała, Diam
ujrzała nietypowo wyglądającą osobę, która wyróżniała się pod każdym względem.
Wysoka, szczupła, niebieskooka dziewczyna o nietypowym kolorze włosów patrzyła
na nią z góry. Co najdziwniejsze, obecność obcej ani trochę nie przestraszył
dziewczyny. W każdym innym przypadku poderwałaby się i uciekała co sił w
nogach. Przecież żyje w Himikawie.
- Bo nie daję sobie rady. - ponuro spuściła głowę.
- Jak to? - dopytywała z widocznym zaciekawieniem.
- Spójrz w górę. - obie podniosły wzrok. - Jakim
sposobem mam uchwycić to piękno?
- Własnymi oczyma.
W taki oto sposób rozpoczęła się jedna z ciekawszych
przygód w życiu dziewczyny. Rozmowa rozwinęła się do tego stopnia, że żadna z
nich nie zauważyła kiedy nadszedł świt. Dzięki pomocy Lumeny otworzyła swoje
oczy. Oczy wyobraźni. Potrafiła dzięki nim wzbogacić swoje życie o doznania,
których nigdy wcześniej nie widziała. Czuła nierozpoznane dotąd uczucia.
Identyczne uczucie ogarnęło ją teraz, kiedy przyglądała się przyjaciółce, która
z triumfalnym uśmiechem zerknęła na zegarek.
- Diamku, chciałaś iść jeszcze do księgarni,
prawda?
- T-tak, - odpowiedziała, wracając do
rzeczywistości. - czemu pytasz?
- Niedługo będzie zamknięta. Sama i tak muszę się
już zbierać... Diam?
Na kremowej bluzce Lu pokazało się kilka mokrych kropek.
Zaśmiała się pod nosem i objęła ramieniem Diam, która wtulona w jej ramię
cichutko płakała. Siedziały chwilę, nie zwracając na siebie niczyjej uwagi.
Czas pędził nieubłaganie a Diam została sama. Rozejrzała
się dokładnie po pomieszczeniu, oświetlonym przez kilka słabych lamp,
zwisających nad każdym ze stolików, które można policzyć na palcach. Przy
niektórych znajdowały krzesła, gdzie indziej znowu miękkie poduszki, na których
siedzieli klienci. W powietrzu unosił się zapach kadzidełek, które stały na
parapetach niskich zabrudzonych okien z kratami od zewnątrz.
Dziewczyna wyglądała przez okno na nieco niewyraźny świat
zewnętrzny. Wciąż zamyślona, wstała z miejsca i zabrała torbę. Spojrzała
ostatni raz w stronę okna. Jej serce zamarło.
Ujrzała wilczy pysk, zbliżony do szyby. Zwierzę stało w
bezruchu a jego jasne, szare ślepia łypały na nią. Diam nie wiedziała co
myśleć. Oboje stali nieruchomo, nie ruszając się nawet o centymetr. Wydawało
się, jakby wilk na coś czekał. Gdy dziewczyna zrobiła krok odchodząc od stolika,
zwierzę zniknęło. Nie myśląc zbyt wiele, Diam pędem wybiegła przed kawiarnię.
Stanęła za progiem i uspokajając oddech rozejrzała się uważnie wokół.
Przyjrzała się tłumowi idącemu w górę brukowanej uliczki. Gdzieś między nogami
przechodniów dojrzała puszysty, szary ogon. Nikt go nie widział. Jakby był
niewidzialny dla przechodniów. Dumne zwierzę stanęło na szczycie uliczki i
zwróciło łeb w jej stronę. Sprowokowana ciekawością dziewczyna ruszyła pędem za
nim. Przepychała się między gęstym tłumem wieczornej Himikawy nie zwracając
uwagi na nic innego poza swoim celem. Straciła kontrolę nad swoimi myślami i
targana chwilowym impulsem, biegła przed siebie. To się nie dzieje. Nie dzieje. – powtarzała sobie, nie chcąc nadal
dopuścić do siebie faktu, że te przerażające zjawiska faktycznie mają miejsce.
Coś znów mówiło jej, że źle postępuje. Że nie powinna. Jednak narastająca
ciekawości nie chciała dać jej spokoju.
Biegła wzdłuż wąskich uliczek, z wolna oddalając się od
tłumu. Rytmiczne uderzenia serca i coraz cięższy oddech były coraz głośniejsze.
Skręciła kolejny raz. Znalazła się w ślepym zaułku wśród wysokich, szarych
budynków. Miejsce było oświetlone przez blady snop lampy, wiszącej na ścianie
jednego z budynków. W tym lekkim półmroku dojrzała białą sierść na łapach wilka,
stojącego na grząskiej ziemi. Przez nieco rozchylone tylne drzwi jednego z
budynków dobiegły ich przyciszone głosy. Tyle wystarczyło, by zdezorientować
Diam. Odruchowo spojrzała w innym kierunku nie zauważając, że wilk drgnął. W
ostatnim momencie dojrzała jak koniec szarego ogona znika za futryną drzwi.
Chwiejnym ale wciąż stanowczym krokiem ruszyła w stronę otwartego wejścia. Nie
umiała uwierzyć w to, co zobaczyła.
Znalazła się w bibliotece. Dziwne zrządzenie spowodowało,
że zwierzę doprowadziło ją do miejsca, gdzie i tak miała zamiar się pojawić.
Zrządzenie?
Przeszła kilka kroków, wchodząc między stare regały z książkami.
Całkiem spora ilość starodruków, zniszczonych i pożółkłych książek oraz wielu
nieużywanych już egzemplarzy pięła się do samego sufitu. Nigdy wcześniej nie
zauważyła, że biblioteka ma drugie, niezauważalne wśród tego bałaganu wyjście.
Nieco dalej znajdowała się już właściwa część. Wbrew późnej godzinie miejsce to
było pełne ludzi. Każdy czegoś szukał, rozglądał się. Tak samo ona. Jednak jej
obiekt wyglądał nieco inaczej.
To nie było realne, by nikt nie zauważył dzikiego
zwierzaka, chodzącego wśród półek z książkami. Jakim cudem więc mógł tu wejść,
niezauważony? A może tylko jej się wydawało, że wszedł do środka? Wszystko
wokół stało się podejrzane. Każdy szmer powodował, że czuła na skórze ciarki a
jej wzrok kierował się w stronę dźwięku. Przechadzała się wśród równoległych
półek i mijając dział po dziale, rozglądała się uważnie. Zatrzymała się na
dłuższą chwilę widząc dział fantastyki. Niecierpliwie wpadła między tomy i
przeszukiwała wszystkie możliwe pozycje, które mogłyby ją zaciekawić i byłyby
przydatne. Książka po książce, wypatrywała śladu stworzeń, o których wspominał
Trey. Luminosy.
- Szukasz czegoś konkretnego?
Dobiegający głos zza pleców odwrócił jej
uwagę od poszukiwań. Spojrzała za siebie. Przyglądał jej się pewien chłopak,
opierający się ramieniem o początek regału. Jego twarz z wyraźnymi rysami
otoczona była blond włosami, sięgającymi ramion. Czarna bluza z kapturem
zakrywała bladą skórę a ciemne spodnie niedbale wchodziły do glanów. Patrzył na
nią ze skupieniem. Diam nie potrafiła odszyfrować chłodnego spojrzenia
przybysza. Nigdy wcześniej go nie widziała, twarz była jej obca. Puste,
szarobłękitne spojrzenie badało każdy jej ruch i gest. Bała się.
- Niczego szczególnego. – rzuciła.
- W takim razie, co tu robisz? – chłopak ruszył
się z miejsca i powolnym krokiem szedł w jej kierunku.
- Nic szczególnego. – próbowała utrzymać poprzedni
ton, jednak w jej głosie zabrzmiało przerażenie.
- Czyżby?
Wysoki nieznajomy stanął przed nią, patrząc
na nią niezmiennie zimnym wzrokiem. Spojrzał na ręce dziewczyny, która trzymała
stary tom Mitycznych Kreatur. Zabrał
go do ręki, przejrzał kilka stron i stwierdził:
- Szukaj dalej. Tutaj niczego nie znajdziesz.
Chłopak skierował się kilka kroków w bok
i sięgnął wysoko po cieniutką, czarną książeczkę, schowaną gdzieś pomiędzy
tomiskami. Jakby nigdy nic wczytywał się w tekst. Zdawać się mogło, że
zapomniał o obecności dziewczyny, która nie wiedząc co zrobić, przyglądała się
nieznajomej osobie.
- Czego chcesz? – spytała przerażonym tonem,
udając opanowaną.
- Chcę Ci jedynie pomóc. – na kamiennej twarzy
chłopaka pojawił się lekki uśmiech.
- J-jak to? Mi? Pomóc?
Nie uzyskała odpowiedzi. Stali w ciszy,
przerywanej szelestem stron. Chłopak nadal wpatrywał się w tekst, śledząc go
jakby nie chciał ominąć ani jednego słowa.
- Czy przytrafiają Ci się ostatnio dziwne
przypadki, Diam? – spytał, przerywając ciszę.
Milczenie dziewczyny było bardzo wymowne.
Nie czekając na odpowiedź, nieznajomy zaśmiał się pod nosem i wyciągnął z
kieszeni małą, złożoną karteczkę i wsunął ją między strony. Zamknął czarny
tomik i odłożył na rząd książek, stojących obok. Widząc zdezorientowaną minę
Diam, pochylił się nad nią i kładąc ręce na jej ramionach, powiedział:
- Powiem Ci jedno. Czeka Cię bardzo trudne
zadanie. Jest Ci powierzone od długiego czasu, choć nie jesteś tego świadoma.
Niedługo dowiesz się czegoś więcej, jednak jak na razie mogę Ci tylko
powiedzieć, że-
Jego odpowiedź przerwało przenikliwe
wycie, dobiegające z zewnątrz biblioteki. Przerażenie dziewczyny osiągnęło punkt
krytyczny, a jej ciało przebiegł niezmienny dreszcz, sięgający po czubka głowy
po same palce u nóg. Z niewiadomego powodu, chłopak ruszył z miejsca i pobiegł między
regałami. Niewyjaśniona sprawa spowodowała, że Diam ruszyła za nim. Po drodze
zdążyła dorwać cienką książeczkę, którą pozostawił. Biegli tą samą drogą, którą
tutaj dotarła. Tylne wyjście było już całkiem niedaleko. Wystarczyło przecisnąć
się wśród starych, zakurzonych tomów, by postawić krok na zewnątrz.
Gdyby nie drugie wycie, które zdawało się
być jeszcze głośniejsze i bardziej zawodzące niż poprzednie. Dziewczyna
przystanęła w miejscu. Nie umiała biec dalej. Wszystko stało się mniej wyraźne,
obraz przed jej oczami rozmył się. Zdążyła jedynie zauważyć, że jasnowłosy
chłopak wybiegł poza budynek. Gdy wróciła do siebie, ruszyła w kierunku
wyjścia.
Nikogo nie było. Ani nieznajomego, ani
wilka. Nikogo.
Rozglądając się, nie dostrzegła niczego.
Pozostał jedynie ślepy zaułek i jasna lampa o świetle padającym na grząską
ziemię, która była dziwnie zniekształcona…
Diam pochyliła się nieco i idąc przed
siebie przyglądała się śladom. Dostrzegła widoczne odciski ciężkich butów
chłopaka, które robiły się coraz dalsze od siebie, w większych odstępach do
momentu, kiedy z niewiadomego powodu się urywały. A tuż za nimi rozciągało się
pasmo… wilczych śladów.
Nie mogła uwierzyć temu, co zobaczyła. Kawałek
dalej do jednych śladów dołączyły drugie. Zwierzęta biegły obok siebie, zostawiając
wyraźne odciski masywnych łap. Wszystko kończyło się z momentem, gdzie
zaczynała się brukowana ścieżka.
Co tak w zasadzie się stało?
Nie umiała sobie odpowiedzieć na to
pytanie, choć bardzo chciała. Nieposkromiona żądza rozwiązania tej zagadki pociągnęła
ją w kierunku, z którego przybyła. Mrok nocy zwiastował kolejne, kryminalne
wydarzenia tego miasta. Ulice były puste, bez oznak życia. Jakby na te kilka
nocnych godzin coś wysysało całą energię życiową Himikawy. Pragnęła jak
najszybciej wrócić do domu. Zdyszana biegła, nie zwracając uwagi na nic.
Kompletnie na nic.
Już mi nie uciekniesz…
Mroczny, głęboki głos otoczył ją ze
wszystkich stron. Zamarła w bezruchu. Poczuła to samo uczucie utraty panowania
nad swoim ciałem, co kilka godzin wcześniej. Cały jej organizm nie chciał się
jej poddać. Wewnętrznie zamknięta w samej sobie jak w ciasnej klatce, miotała
się bezradnie. Bez rezultatu.
Jesteś moja, tylko moja, nigdzie nie
uciekniesz…
Strach kotłował się w myślach dziewczyny,
a jej serce łomotało z przerażenia. Słony pot pojawił się na czole. Skamieniała
Diam nie umiała wydobyć z siebie nawet najmniejszego jęku. W całkowitym
obezwładnieniu poczuła, że ktoś stanął za jej plecami.
- Nie masz prawa uciec. Już nie.
Poczuła na swojej szyi delikatny dotyk lodowatych
dłoni. Zaciskały się coraz mocniej, odbierając jej oddech. Szarpała się,
rzucała, walczyła. Jednak jej ciało było nadal nieruchome i nie reagowało na
impulsowe wezwania dziewczyny. Brakowało jej tchu. Płuca domagały się więcej, jednak
nie mogły tego otrzymać. Wdech sprawiał ból a ucisk z sekundy na sekundę
nasilał się. Czuła, że nie jest w stanie niczego zrobić. Czarna kreatura,
której długi płaszcz opadał na ramiona dziewczyny wbijała paznokcie w delikatną
skórę, drażniąc gardło i sprawiając niemiłosierny ból. Świat robił się coraz
mniej wyraźny, oddech zanikł a ciało dziewczyny zrobiło się wiotkie.
Nastała ciemność.

Mam takie pytanie. W tym fragmencie:
OdpowiedzUsuń"Nieposkromiona żądza rozwiązania tej zagadki pociągnęła ją w kierunku, w którym tutaj dotarła."
fragment nie powinien brzmieć:
"...kierunku, z którego tutaj dotarła"?
Chyba, że ja coś źle odczytuję...?
A tutaj:
"Zdyszana, biegła nie zwracając uwagi na nic."
Jeśli chcesz wstawiać przecinek, to proponowałbym po wyrazie "biegła".
Takie niby nic, ale się musiałem czepić :) Poza tym nie mam zastrzeżeń, bo akcja się rozwija dalej i po raz kolejny przeczytałem całość, nie odrywając wzroku od ekranu. Dlatego czekam na następną część/rozdział (jak zwał tak zwał) i mam nadzieję, że będzie równie dobry.
Dziękuję Ci, faktycznie warto to poprawić~
OdpowiedzUsuńZwykle wrzucam tekst, po czym przez dwa dni czytam go sobie jeszcze raz. Szukam błędów i poprawek. Także trzy dni po dodaniu powstaje klarowna wersja. Taki sobie nawyk ;-;
Osobiście nie podoba mi się ten rozdział...
Om. Postaram się nie zawieść Twoich oczekiwań jak i oczekiwań wszystkich odbiorców. Jestem Ci ogromnie wdzięczna za stałe śledzenie tego bloga oraz komentowanie, które wiele wnosi w cały cykl twórczości. Momentami jestem aż ciekawa co pojawi się w kolejnym komentarzu, jakie są Twoje przemyślenia, uwagi, co Ci się spodobało a co byś zmienił. Zapewne dzieje się tak z tego powodu, że jesteś osobą, która potrafi spojrzeć na całość obiektywnie i szczerze wyraża opinię.
Jeszcze raz, bardzo dziękuję. ~Diam.
Nie ma za co dziękować. Bloga śledzę, bo uważam, że warto. Gdyby tak nie było, to bym sobie odpuścił. Staram się na całość patrzeć obiektywnie więc jak coś mi nie będzie pasowało, to na pewno dam znać, tak jak to zrobiłem we wcześniejszym wpisie;)
UsuńI znowu w takim momencie... T - T
OdpowiedzUsuńZ niecierpliwoscia wyczekuje nastepnego rozdzialu.
To się nazywa budowanie napięcia :D a przy okazji doprowadzanie do szału czytelników...
Usuń