Księżyc zalśnił wysoko na niebie, lecz bliski był kres jego panowania. Jeszcze kilka godzin i to słońce przejmie władzę nad niebem. Wychyli pierwsze promienie zza horyzontu. Jednak póki to nie następuje, Himikawa może spokojnie tonąć w atmosferze radości.
Gdy pochód dobiegał końca, wszystko było już przygotowane. Poprzednio czyste, nieoświetlone ścieżki teraz mieniły się lśniącą nicią świateł. Wzdłuż nich kroczyła Diam, a jej krok był nadzwyczaj spokojny i pewien siebie. Wczuła się w swoją rolę do tego stopnia, że wydawać się mogło, iż nie robiła tego pierwszy raz. Przepełniło ją ciepło. Pchana świergotem ludzkich rozmów i wiedziona światłem, dotarła do miejsca, gdzie miało odbyć się zapieczętowanie płomieni. Dobrnęła do kresu swojej podróży. Niebawem pojawił się obok niej Quince, który zabrał płomień z jej rąk. Gdy napotkał wzrok dziewczyny, ukłonił się nieco, a na jego policzku pokazało się coś przypominającego... Rumieniec? Momentalnie uciekł oczami w przeciwnym kierunku i czym prędzej ruszył ku oczekującej go kobiecie.
Chcąc spojrzeć na nią, Diam odwróciła się przez ramię. O dziwo, wydała jej się dziwnie znajoma. Miała ciemne, wręcz czarne włosy, schodzące falami po ramionach. Wypływały spod lekko nałożonego na czubek głowy kaptura, połączonego z kruczą szatą. Była młoda, lecz niebywale kobieca. Z pewnością potrafiłaby uwieść niejednego pięknem swych lśniących, czerwonych warg i bystrych oczu podkreślonych czernią, w których przeplatały się blaski ciepła. To do nich dołączał szczery i przyjazny uśmiech, witający ludzi. Ów dama, skąpana w czerni stała samotnie, choć za jej plecami ustawił się rząd zakapturzonych zjaw. Ich peleryny lśniły w blasku ognia, lecz nawet ten tajemny wygląd nie zagłuszał szyku, bijącego od kobiety. Rozłożyła ręce w geście powitania zebranego przed nią tłumu, do którego czym prędzej dołączyła Diam. Kobieta skinęła głową w jej stronę. Głębokie spojrzenie było czarujące. Wymieniły uśmiechy. Niewiele minęło, gdy Natsu wyrwała ją spośród rzędów i pociągnęła w kierunku domu.
- Chciałam obejrzeć... - mruknęła pod nosem.
- Teraz będzie długie i nudne bla-bla-bla, potem Ertia zabierze płomień i...
- To była Ertia?! - Diam pisnęła z niedowierzaniem.
- Niezła babka, co? - zerknęła na nią. - Nie wiem jak ona to robi, ale z wiekiem wygląda coraz lepiej...
Czym prędzej wdrapały się do pokoju Natsu i zmieniły stroje. Cicha rozmowa wypełniła skromny pokoik.
- I wtedy wskoczyłam mu na plecy a on zaniósł mnie do domu! - Natsu opowiadała z ogromną charyzmą.
- Dobrze się dogadujecie, co? - spytała Diam, popijając herbatę. - Quince wydaje się całkiem miły.
- Raczej dogadywaliśmy...
- Jak to? - Diam z niepokojem patrzyła na zachmurzoną twarz Natsu.
- Dołączył do oddziału Nowicjuszy gdy miał piętnaście lat.
- Co w tym złego...
- Wiesz, zwykle ludzie oddają do niego dzieciaki w wieku około trzech lat, czasem nawet świeżo po urodzeniu. Chodzi o to, żeby przesiąknęły nauką, uczyły się w odseparowaniu od rodziny, od świata... Zgoda, plusem dla Quince'a było to, że urodził się na osiemnaście lat przed Nocą Płomieni. Jest bardzo zdolny. Ale kto wpadł na pomysł wcielania piętnastolatka do grupy treningowej?
- Sama widzisz, że świetnie sobie poradził. - pogłaskała ją po ramieniu. - Nie denerwuj się zbytnio, Natsu.
- Tak, tylko... - ze smutkiem w oczach usiadła nieco bliżej i przyciszyła głos. - Jego rodzina nie chciała go z początku oddać. Gdyby chcieli, przecież trafiłby tam o wiele lat wcześniej.
- Powinnaś być z niego dumna, skoro nauczył się tak wiele w tak krótkim czasie.
- Jestem dumna, jestem! Ciekawi mnie tylko to, co tak właściwie czuł gdy musiał rozstać się z domem.
- Może powinnaś z nim porozmawiać? W końcu, jest tutaj. Prawda? - uśmiechnęła się jednoznacznie.
- Może... A może nie. - skuliła się. - Diam, to były dawne czasy. Minęły lata odkąd ostatni raz z nim rozmawiałam. Ba, nawet podczas jego przepustki nie miałam okazji się z nim spotkać.
- Dziś możesz to zmienić.
- Chyba nie myślisz, że powinnam teraz iść i...
- Tak. Tak właśnie myślę. - wyszczerzyła ząbki. - To najlepsza okazja, Natsu.
Ta spojrzała na nią nie kryjąc niepewności.
- Nie wiem dlaczego, ale mnie przerażasz. - roześmiała się.
- Ja? - Diam podniosła się i odłożyła kubeczek na szafkę obok tablicy korkowej. Przystanęła przy niej, zawiesiła wzrok. - To twoje?
- T-tak. - usłyszała odpowiedź. - Tak jakby... O, ktoś idzie.
Faktycznie, za drzwiami rozbrzmiewały czyjeś kroki. Do pokoju weszła mama Natsu, ubrana w ciepłe palto wykończone futrem tuż przy szyi. Na jej włosach spoczywała równie futerkowa czapka, założona ciasno na jasne włosy. Choć była młoda, na jej ciele odznaczały się już ślady ciężkiej pracy fizycznej. W szczególności na twarzy, przeoranej pierwszymi zmarszczkami. Nie straciła jednak przez to młodzieńczego błysku w oku i kobiecego uśmiechu, którym powitała dziewczyny.
- Natsu, wychodzę. - oznajmiła poprawiając nakrycie głowy.
- O tej porze? Gdzie? - zmarszczyła brwi.
- Hahaha! - zaświergotała. - Czasem zbytnio mi matkujesz, kochanie. Przecież mamy święto, czas się rozerwać! - uśmiechnięta potarła ręce o siebie.
- Okej, nie ma sprawy. - Natsu machnęła ręką. - Idź, baw się dobrze.
- Rzecz w tym, że chciałam zabrać was ze mną.
Spojrzały na nią pytająco, co rozśmieszyło ją jeszcze bardziej.
- Państwo Moricard zaprosili mnie na poranny posiłek. Eyla upiekła cudowne ciasto marchewkowe a Frean nalegał abyśmy skosztowali jego nowej nalewki.
- Moricardowie? - Natsu ledwie wydusiła z siebie to nazwisko.
- Tak, przecież często u nich bywam, pamiętasz? - reakcja córki wybiła ją z tropu. - Czy coś nie tak? Natsu?
Ta nie odpowiadała. Zamarła i w ciszy przyglądała się jednemu punktowi na ścianie. Czy było tam coś niezwykle interesującego? Któż wie, jej zainteresowanie tym miejscem było zbyt intensywne.
- Chętnie pójdziemy.
Punkt chyba okazał się być mniej interesujący niż głos Diam.
- Więc ruszcie się, bo nie będę na was czekała. - rzuciła kobieta. - A może to nawet lepiej gdybyśmy spotkały się na miejscu? Przyjdźcie tam, po prostu. Mi już powoli za ciepło a wy rozleniwione. Do zobaczenia potem.
Jej rozradowana twarz zniknęła za drzwiami. Pozostała jedynie cisza, światło świec i zapach nienawiści, płynący falą spojrzenia Natsu. I co najlepsze, wcale nie żartowała.
- Jak mogłaś, Diam! - ryknęła dusząc w sobie strach.
- Czego się tak boisz, co? - zaśmiała się. - To tylko spotkanie, prawda? Nikt cię nie zje. Chyba, ze się mylę i tutejsze obyczaje tolerują kanibalizm.
- Zabawne, wiesz? - oplotła kolana ramionami i ułożyła na nich podbródek. - Ale najzwyczajniej nie chcę tam iść.
Diam usiadła tuż przed nią. Zerknęła w jej spłoszone oczy tuż nad objęciami. Tak mało czasu wystarczyło aby rozszyfrować jej charakter. Uniosła dłoń i lekkim łukiem położyła ją na spuszczonej smutno głowie. Ujrzała dwa migoczące punkty ukryte za grzywką, zerkające na nią. Głaskanie z wolna uspokoiło zmienny oddech Natsu. „Czyżby przeszłość była dla niej tak ważna?” - głowiła się Diam, gdy w coraz bardziej zdecydowany sposób otulała emocje dziewczyny bijącym od siebie spokojem. Schowana za bezkształtnym bólem Natsu złapała się kurczowo pleców towarzyszki i ukryła płacz w jej obojczyku. Walczyła o uśmiech. Prawdopodobnie był to jeden z tych momentów, w których najlepszym wyjściem jest milczeć. I to też się stało.
Gdy Natsu odzyskała
stabilność, odsunęła się i okryła twarz dłonią.
- Przepraszam. - szepnęła.
- Natsu? - Diam podjęła ryzyko.
Widok zaczerwienionej od uczuć twarzyczki oblewał falą smutku.
- Wiem, że nie powinnam o to prosić, ale... - słowa zastygły jej w krtani.
Musiała kontynuować.
Przerwanie w połowie jedynie pogorszyłoby sprawę.
- Ale? - drżący głos dał odpowiedź
- Czy mogłabyś zostawić przeszłość za sobą?
Nie, nie liczyła na
odpowiedź, a jednak...
- Wiesz... - wyłapała z cichego bełkotu. - To zabawne. Nie wiem kim jesteś, skąd się tu wzięłaś. Nie wiem dlaczego zabrałam cię do siebie, dlaczego tak dużo opowiedziałam... Nie wspominałaś nawet kiedy masz zamiar wracać, a jednak... - zwiesiła głowę. - To moja wada. Trudno mi się rozstać z każdym, komu choć przez chwilę zaufałam. - załagodziła drżenie głosu. - Nie miej mi za złe, Diam.
- Wiesz... - wyłapała z cichego bełkotu. - To zabawne. Nie wiem kim jesteś, skąd się tu wzięłaś. Nie wiem dlaczego zabrałam cię do siebie, dlaczego tak dużo opowiedziałam... Nie wspominałaś nawet kiedy masz zamiar wracać, a jednak... - zwiesiła głowę. - To moja wada. Trudno mi się rozstać z każdym, komu choć przez chwilę zaufałam. - załagodziła drżenie głosu. - Nie miej mi za złe, Diam.
Diam przechyliła głowę,
kryjąc strach pod toną uśmiechu. Przypudrowała policzki
szczęściem, usta podkreśliła pocieszeniem. Oczy niezmiennie
szukały ratunku przed niezręcznymi pytaniami. Jednak jemu też ufała, i? Niestety, zniknął. A żal został.
Gdy tylko Natsu doszła
do siebie, postanowiły o odwiedzinach Moricardów. Ponowne
szykowanie przyniosło jeszcze więcej frajdy niż za pierwszym
razem: obie dziewczyny czuły się pewnie w swoim towarzystwie.
Wolnym spacerkiem szły wzdłuż ścieżek miasteczka, otoczone
wilgotnym powietrzem, z którego w porannych godzinach miała
stworzyć się rosa. Zawędrowały do zewnętrznego płotu,
odgradzającego domy od ściany drzew. Tam czekała na nie mała,
skromna chatka, okryta prostym zadaszeniem. Nie wyróżniała się
wielkością wśród sąsiadek, jednak bądź co bądź niskie
pięterko dodawało jej uroku. Otaczały ją zielone pnącza, nieco
już podsychające. Ciemne drzwi zaskrzypiały, gdy Natsu starał się
je otworzyć.
Wewnątrz dużego (wbrew gabarytom domu) salonu, witającego gości panował gwar. Jasne ściany, zwieńczone kilkoma ozdobnie wkomponowanymi świecami wprowadziły Diam w zaskoczenie. Okryły się cieniami przesuwających się postur, krążących między sobą. Roztańczone płomyki błyszczały również na drewnianych meblach. Dodawały tajemniczego nastroju, idealnego z okazji święta. Choć godzina nie była zbyt korzystna, ludzie nie czuli się zmęczeni. Z uśmiechem poddawali się rozmowom, dzielili się wrażeniami, spędzali wspólnie czas. Największą popularnością cieszyło się jednak ciasto marchewkowe, którego ostatnie kawałki stały na drewnianym, okrytym barwionym na czerwono lnem stoliku w towarzystwie równie pożądanej nalewki. Dziewczyny przemknęły między zgromadzonymi, zgrabnym krokiem i praktycznie niezauważenie znalazły się na przeciwnym końcu pokoju. Minęły skromnie ozdobione okna, przez które wdzierały się dźwięki nocy.
Ślepiące światło srebrzystego już księżyca wtargnęło do środka zza gałęzi jesionu. Przesunęło się po lekkiej sukni Natsu, osuwając się na delikatną, alabastrową skórę Diam, która podążała za nią. Mijani przez nie goście uśmiechali się bardzo przyjaźnie, niektórzy nawet próbowali zagadać. Natsu postanowiła jednak przeć do przodu i instynktownie szukać stosunkowo odludnego miejsca, w którym mogłaby odpocząć i ułożyć myśli. Na jej twarzy malowało się przerażenie. Widać było, że znajdowała się w miejscu, w którym nie chciała być. Krążyła myślami wokół chęci ucieczki.
- Myślałam, że się was nie doczekamy. - powiedziała nieco głośniejszym tonem mama Natsu, gdy tylko zauważyła dwójkę dziewczyn.
- Już bez przesady, no spójrz na nie. - wskazała szczupła kobieta obok. - Biedule, tak się trzęsą. Coś wam podać? Może macie ochotę coś przekąsić?
- Dziękujemy. - odpowiedziała uprzejmie Natsu. - W zasadzie my tylko na chwilę, zaraz będziemy zmykać...
- Co takiego? - gospodarz ze zdumieniem spojrzał na dziewczyny. - „Na chwilę”? Przecież dopiero schodzą się goście! Nawet Quince jeszcze nie wrócił.
- Właśnie, - wtrąciła mama. - gdzie ten wasz wyjątkowy synek, Frean?
- Musiał zająć się Płomieniem, wiesz. - Eyla wyprzedziła męża w odpowiedzi. - Te całe rytuały, fu. Kogo by to interesowało.
- Luminosów nie ma, a tradycje nadal są. To idiotyczne. - poparł ją mąż. - Powinniśmy stworzyć coś nowego, bez tych potworów w tle.
- Mają państwo trochę racji, może z czasem coś się zmie-... Natsu... Co w ciebie wstąpiło?
Ślepiące światło srebrzystego już księżyca wtargnęło do środka zza gałęzi jesionu. Przesunęło się po lekkiej sukni Natsu, osuwając się na delikatną, alabastrową skórę Diam, która podążała za nią. Mijani przez nie goście uśmiechali się bardzo przyjaźnie, niektórzy nawet próbowali zagadać. Natsu postanowiła jednak przeć do przodu i instynktownie szukać stosunkowo odludnego miejsca, w którym mogłaby odpocząć i ułożyć myśli. Na jej twarzy malowało się przerażenie. Widać było, że znajdowała się w miejscu, w którym nie chciała być. Krążyła myślami wokół chęci ucieczki.
- Myślałam, że się was nie doczekamy. - powiedziała nieco głośniejszym tonem mama Natsu, gdy tylko zauważyła dwójkę dziewczyn.
- Już bez przesady, no spójrz na nie. - wskazała szczupła kobieta obok. - Biedule, tak się trzęsą. Coś wam podać? Może macie ochotę coś przekąsić?
- Dziękujemy. - odpowiedziała uprzejmie Natsu. - W zasadzie my tylko na chwilę, zaraz będziemy zmykać...
- Co takiego? - gospodarz ze zdumieniem spojrzał na dziewczyny. - „Na chwilę”? Przecież dopiero schodzą się goście! Nawet Quince jeszcze nie wrócił.
- Właśnie, - wtrąciła mama. - gdzie ten wasz wyjątkowy synek, Frean?
- Musiał zająć się Płomieniem, wiesz. - Eyla wyprzedziła męża w odpowiedzi. - Te całe rytuały, fu. Kogo by to interesowało.
- Luminosów nie ma, a tradycje nadal są. To idiotyczne. - poparł ją mąż. - Powinniśmy stworzyć coś nowego, bez tych potworów w tle.
- Mają państwo trochę racji, może z czasem coś się zmie-... Natsu... Co w ciebie wstąpiło?
To musiało wyglądać
dość zabawnie, gdy spoglądało się na dwójkę dziewczyn –
jedna z nich kurczowo trzymała nadgarstek drugiej, która dygotała
z nerwów. Gdyby się przyjrzeć, można by dostrzec blade płomyki
agresji na jej skórze, zapalające się wraz z kolejnymi myślami na
temat słów mężczyzny.
-Natsu... - szepnęła Diam.
Rozległ się trzask
kolejny raz zamykanych drzwi. Potężny pokój był w całości
zatłoczony zebranymi gośćmi, popijającymi to i owo, zagryzając
przy okazji porannymi potrawami. Przez las głów trudno było
dostrzec jakąkolwiek postać wchodzącą do domu. Jednak nagły i
dość głośny gwar gości mógł sugerować, że pojawił się
długo wyczekiwany Quince. Przesuwał się w tłumie dość wolno, by
nie powiedzieć żółwim tempem. Przecież każdy z osobna pragnął
mu pogratulować, uścisnąć dłoń oraz zapamiętać twarz tego
młodego śmiałka, który powierzył swe życie dla obrony ludności.
Kasztanowa czupryna przemykała nieco ponad głowami zgromadzonych
gości. Widać było, że krążył w poszukiwaniu konkretnych osób.
Skromny, starszy mężczyzna skierował go na drugi koniec
pomieszczenia, przez co już po chwili wyłonił się zza drobnej
blondynki, raczącej się owocami. Podniósłszy głowę, ujrzał
swych rodziców w towarzystwie trójki dodatkowych osób. Z wolna
ruszył w ich stronę a bijący od niego czar przykuł wzrok kilku
młodych panien. Czując ich wzrok na ramieniu spojrzał na nie
ukradkiem, na co te zakryły dłońmi zarumienione twarze. W towarzystwie ich
chichotów Quince zgrabnym ruchem dłoni przeczesał włosy i
poprawił białą koszulę, niedbale wysuniętą z ciemnych spodni.
Ukazał śnieżnobiałe zęby w skromnym uśmiechu, do którego w
bonusie dorzucił żywy błysk w oczach. Z ukłonem ucałował
dłoń mamy Natsu chcąc przywitać ją z należytym damie
szacunkiem. Ta, wpatrzona jak w unikatowy obrazek, śledziła każdy
ruch przystojnego młodziana aż do momentu, gdy puścił jej dłoń.
- Wyrosłeś, Quinnie. - zaszczebiotała kobieta. - Pamiętam jak lata temu podkradałeś mi jabłka z sadu. Potem tylko zbierałam ogryzki za tobą.
- Było warto, najsłodsze jabłka w okolicy. - ciepły głos wywołał rumieńce na jej twarzy.
- Wcale się nie zmienił. - dodała Eyla. - Ledwo wrócił a już skupia na sobie uwagę. To tak, jakby wcale nie opuścił domu nawet na chwilę.
Zaśmiali się chóralnie. Już po chwili Moricardowie wraz z osobą towarzyszącą ruszyli ku reszcie tłumu zostawiając ich samych. Zostali we trójkę.
Quince odwrócił się
na pięcie i stanął przed Natsu. Gdy ich wzrok się spotkał,
dziewczyna z przerażeniem przyglądała się powadze, która nagle
zagościła na twarzy chłopaka. Poczuła wspomnienie. Palące wspomnienie uśmiechu, którym darzył ją lata temu. Bardzo długo musiała czekać aby kolejny raz móc ujrzeć ten widok. Jednak gdy ten dzień nadszedł, nie potrafiła się odnaleźć. Był jakby inny, nie tylko z zewnątrz, ale i 'to coś', co tak pielęgnowała we wspomnieniach uległo zmianie. Gdy ukłonił się przed nią, powiodła spojrzeniem po jego okrytym białym materiałem ciele. "Zmienił się." - przemknęło jej przez myśli. "Zmężniał, i to dość bardzo. Nie jest już dzieciakiem. Oboje nie jesteśmy." - wciąż zamyślona, nie zwróciła nawet uwagi gdy ucałował jej dłoń. Zareagowała dopiero, gdy ciepło jego warg zniknęło ulotnie z powierzchni jej skóry. Starała się odpowiedzieć chociaż dygnięciem, lecz nie dała rady. Zauważył jej postawę, zmarszczył czoło i z troską skierował do niej pytanie:
- Czy coś się stało?
Oczekiwanie na odpowiedź zaplątanej w emocjach osóbki było dość długie, dlatego przydała się interwencja.
- Nie, nie. - odpowiedziała przyciszonym głosem Diam. - Po prostu jest zmęczona po nocy pełnej wrażeń.
- Więc... Jak wam się podoba?
- Czy coś się stało?
Oczekiwanie na odpowiedź zaplątanej w emocjach osóbki było dość długie, dlatego przydała się interwencja.
- Nie, nie. - odpowiedziała przyciszonym głosem Diam. - Po prostu jest zmęczona po nocy pełnej wrażeń.
- No tak, dzisiejsza noc... - uśmiechnął się.
Ruchem ręki nakłonił dziewczyny
aby podejść nieco bliżej tłumu. Poczęstowali się wyśmienitymi kanapkami z
domowego chleba i świeżych warzyw, samotnymi kawałkami ciasta i małą ilością napoju,jednak nie zamienili przy tym ani słowa. Z przyjaznymi uśmiechami zajęli miejsce na nisko osadzonym parapecie.
Quince zabrał równie niskie krzesło by móc swobodnie rozmawiać siedząc naprzeciw dziewczyn. Otaczał
ich przyjazny klimat, który jedynie nakłaniał do rozpoczęcia rozmowy.
Ostatecznie chłopak spytał, drapiąc się po policzku:
- Jest całkiem okej. - odpowiedziała
Diam a okruszki ciasta zsypały się na jej kolana. - Pyszne to, poważnie!
- Hahaha, cieszę się. A tym
bardziej zapewne mama, szybko zniknęło.
- Pogratuluj jej, goście wydają się zadowoleni.
- Mam nadzieję, starała się. - uśmiechnął się i zerknął w kierunku Eyli. - Kochana kobieta.
- Tęskniłeś za nią?
- Czy tęskniłem? - spojrzał na nią. - Oczywiście. Jak można nie tęsknić za swoimi rodzicami. Tęskniłem za wszystkim, co tu zostawiłem.
Diam poczuła drżenie parapetu.
Diam poczuła drżenie parapetu.
- Ale już jestem tutaj. - uśmiechnął się ciepło i podniósł kielich na znak toastu. - Za przeszłość.
- Za przeszłość. - zawtórowała mu Diam, podnosząc dłoń z ciastem.
- Za przyszłość. - szepnęła Natsu. Nie chciała zawieść towarzyszki, dlatego i ona uniosła naczynie z alkoholem.
* * *
- Czemu się tak przyglądasz?
- Za przeszłość. - zawtórowała mu Diam, podnosząc dłoń z ciastem.
- Za przyszłość. - szepnęła Natsu. Nie chciała zawieść towarzyszki, dlatego i ona uniosła naczynie z alkoholem.
* * *
- Czemu się tak przyglądasz?
Granatowa bluza wtopiła się w ciemne, leśne tło. Oparty o drzewo, zerkał na wysokiego szatyna, siedzącego pod potężnym bukiem. Nie przeszkadzał mu chłód ocierający się o policzki ani krople mgły, osiadającej na jego skórze i rozpływające się w ubraniach. Wyglądał jak jakiś element należący do natury, dziwnie wyrzeźbiony głaz albo dziwaczny konar.
- Długo już tu siedzisz, co?- ruszył wolnym krokiem do wpatrzonego w budyjek chłopaka.
- To Ty, Setsume. - odwrócił głowę. Szybko jednak wrócił do obserwacji.
- Ile razy Ci mówić, żebyś przestał tak do mnie mówić? - naburmuszył się. - Setsu wystarczy, tak? Setsu. Powtórz za mną, Se-tsu.
- Se-tsume.
- Kamu. Uparty jak zwykle. - westchnął.
- Nie gadaj tylko siadaj. - dłonią wskazał mu miejsce obok siebie. Setsu przewrócił oczami, ostatecznie decydując się usiąść.
- Jak tyś się ubrał? - Kamu zwrócił mu uwagę.
- No co, coś nie tak? Bluza chyba okej, zwykle jeansy...
- I kolorowe buty. - wskazał palcem na jego stopy.
- Fajne, nie? Nowa kolekcja, wygrzebałem je ostatnio.
- Wiesz, że dziś nie powinieneś ryzykować z ciuchami.
- A przestań. Nikt mnie dziś nie widział. Ty też w sumie nie wyglądasz dziś specjalnie retro. - uniósł brew widząc bordową koszulkę i czarne spodnie chłopaka.
- Też się dzisiaj zbytnio nie pokazywałem, w sumie.
- To czemu tu siedzisz? - spytał mrużąc oczy. Kamu nie odpowiedział, dlatego skierował wzrok w tym samym kierunku. Napotkał drobne okno, tkwiące w niskim budynku. Ozdobione od środka cienkim materiałem ukrywało wewnątrz dwie postacie. - O, to Natsu, nie?
- Ta, to Natsu. - odparł niezbyt entuzjastycznie.
Jednak jego oczy nie wydawały się być skupione na niej. Setsu zauważył to zbyt szybko.
- A ta druga?
- A bo ja wiem. - rzucił oschle.
Jego wyraz twarzy nabrał agresji, co również nie uciekło uwadze chłopaka. Rozczochrał nieco swoją brązową grzywkę i wydął wargi w niemocy.
- Stary, daj sobie spokój. Czego tak czekasz? Coś się ma dziać?'
Kamu w wyjątkowo wyrafinowany sposób ignorował każde jego słowo.
- Jest i Quince. - miedziane pasma przebiły się nad ramieniem Natsu. - Coś sobie pozwala, dwie dziewczyny do rozmowy. Nie za dużo?
- Widać lubi. Ostatnimi czasy był wśród samych facetów, nie?
- Takie życie. Zgromadzenie jest bezlitosne. - Setsu wyszczerzył zęby w uśmiechu. - Ale dobrze mu tak. Zasrany dupek. Kolejny z praniem mózgu.
- Tym razem trafił się wyjątkowy idiota.
W ciszy obserwowali jak Quince pręży się żeby zadowolić rozmówczynie. Białe zęby chłopaka pokazywały się raz za razem gdy tylko próbował wpłynąć na nastrój dziewczyn, nieco je rozśmieszyć, zabawić swoim towarzystwem. Z tej perspektywy wydawać się mogło, że zdobył ich uwagę.
- Pieprzony bajerant. - syknął obruszony Setsu.
- Daj mu się nacieszyć.
- Nagle go polubiłeś czy jak? - spojrzał na niego z wyrzutem. - Kamu, daj spokój.
- Nie. - wstał i otrzepał nogawki. - Wiem po prostu co będzie dalej.
- Co?
Bez słowa ostawił pierwszy krok w kierunku lasu. Przystając na chwilę, spojrzał jeszcze na ułamek sekundy na skromne okno. Przechyliwszy głowę przez ramię, ujrzał wpatrzonego w drobną dziewczynę Quince'a. Ruszył ku ciemności.
* * *
- Diam?
Natsu pstryknęła palcami przed jej nosem.
- T-tak? Co się stało?
- Wpatrzyłaś się tak za to okno... - była wyraźnie zaniepokojona. - Coś tam było?
Co się stało przed chwilą?
- N-nie, nie. Nic. - złapała się za głowę.
- Dobrze się czujesz? - poczuła dłoń Quince'a na swoim ramieniu. Ciekawe kiedy zdążył wstać i pochylić się nad nią.
- Nic mi nie jest. - pociągnęła kąciki ust w górę wbrew sile mięśni.
- Skoczę po wodę. Zajmij się nią. - bez chwili zawahania ruszył ku kuchni.
Bardzo szybko zlał się z tłumem, nerwowo ocierając się o ludzi. Zniknął wśród rozgadanych gości.
Bardzo szybko zlał się z tłumem, nerwowo ocierając się o ludzi. Zniknął wśród rozgadanych gości.
- Diam? - Natsu złapała ją za rękę.
- Co się stało? - spytała zdezorientowana.
- Dziwnie wpatrywałaś się za okno, mrucząc coś stale pod nosem. - odpowiedziała. - Wydawało nam się, że mówisz do nas, ale kiedy nie reagowałaś na wołanie...
- Oh. - zdziwiona, odwróciła się do okna. - Za okno?
- Tak, jak w jakimś transie.
- Przecież tam jest pusto. - dodała, przetarłszy dłonią szybę. Próbowała cokolwiek dojrzeć, jednak wschodzące słońce nieco ją oślepiało. Na łagodnej górce za płotem, pokrytej drzewami było pusto. Spojrzała na twarz towarzyszki.
- Właśnie dlatego. - wzruszyła ramionami. Spojrzała na nią czule.
Chcąc uspokoić dziewczynę, Diam pogłaskała ją po kolanie, po czym zaczepnie trąciła w ramię. Zaśmiały się.
- Natsu...
- Tak? - zadowolona, uspokoiła się.
- Obawiam się, że będę musiała niedługo wracać.
Nastrój padł. Z tłumu wyszedł Quince, trzymający w ręce naczynie z wodą. Czym prędzej podał je Diam, która zaczęła pić. Był to bardzo dobry sposób uniknięcia kontynuacji tego, co przed chwilą powiedziała.
- Może krótki spacer? - zaproponował chłopak, wyciągając dłoń do Diam. - Słońce wychodzi, to dobra pora.
- Idziemy? - spytała cicho siedzącą Natsu, która nie okazała sprzeciwu.
Przez otwarte drzwi wniknął chłodny, żywy podmuch porannego powietrza. Obudził nieco zaspanych gości, którzy też powoli decydowali się na opuszczenie przyjemnego, nocno-porannego spotkania. Zadowoleni, najedzeni i jednak niezbyt wyspani kłaniali się pani domu, dziękując jej za wspaniałą atmosferę. Promienny uśmiech Eyli był dowodem na to, że jej starania przyniosły cudowny rezultat. Równie zadowolony był jej małżonek, zbierający pochwały za stworzenie tak pamiętnej nocy. Wciąż jednak najważniejszym tematem był ich syn, który tymczasem zdążył już przeskoczyć niski płotek, oddzielający granicę wioski od pagórka. Powolny spacer przyniósł wspaniały rezultat. Natsu, która wcześniej bała się przebiegu wydarzeń, teraz swobodnie żartowała, śmiała się i uczestniczyła w całej rozmowie. Quince również nie wydawał się zbyt skrępowany. Zachowywali się tak, jakby nic się nie zmieniło. Jednak...
- Czas na nas, Diam. - powiedziała Natsu, gdy ponownie weszli na teren zabudowań.
- Tak, jestem już trochę śpiąca... - ziewnęła niewidocznie.
- Dzięki za wszystko. Wpadnijcie znów. - dodał Quince z uśmiechem.
Skłonił się minimalnie aby pochwycić dłoń Diam. Uniósł ją i ucałował, wpatrując się wciąż w jej oczy. Miedziane kosmyki obsunęły się na jego czoło. Odwrócił głowę i zgrabnym ruchem powtórzył czynność przy drugiej dziewczynie. Już miał dotknąć wargami jej dłoni, gdy:
- Ah, gdzie ja straciłem głowę. - zaśmiał się, speszony.
- Ah, gdzie ja straciłem głowę. - zaśmiał się, speszony.
- O co chodzi? - spytała Natsu,
- Nie miej mi za złe, że nie spytałem wcześniej, ale... Jak ci na imię?
Każdy może wyobrazić sobie to, co stało się wewnątrz niej. Piękna układanka uleczonego szczęścia, naprawionych wspomnień i odnowionych emocji z wielkim hukiem rozbiła się ponownie na milion części. Straciła głos. Była pewna, że kłamie. Jego zachowanie było tak proste, tak idealne. Nawet w pewnym stopniu, jakby nieco udało jej się ponownie mu zaufać, a tu nagle... Chociaż, jakby się zastanowić, nie użył dziś jej imienia ani razu. Czy to jednak nie było kłamstwo? Faktycznie nie wiedział?
Nie chciała w to uwierzyć. Z bólem serca wyrwała swoją dłoń z jego ucisku i pognała przed siebie. Diam ruszyła tuż za nią, próbując jak najszybciej ją zatrzymać. Pozostawiony sam sobie Quince nie miał pojęcia co tak właściwie miało miejsce. Patrząc za dwoma biegnącymi postaciami, ruszył ku drzwiom wejściowym i wszedł do domu.
- Natsu! Stój! - Diam nawoływała z nadzieją.
Okrzyki nie przynosiły skutku. Zawzięta dziewczyna nie dawała za wygraną. Wbiegając między dwa postawione blisko siebie budynki, Natsu zniknęła jej z oczu. Zadowolona, ruszyła przed siebie wciąż jednak patrząc w tył. Wyszła na jedną z głównych uliczek pochodu, bardziej piaszczystą, ubitą. To tutaj o tej porze powinny odbywać się tańce, roznosić się piękny śpiew. Nie zwróciła jednak uwagi na to, że wokół niej było dziwnie cicho.
Kładła stopy ostrożnie i cicho, nie chcąc dać się nakryć. Nieoczekiwanie, potknęła się. Przytłumiła nagły oddech, który chciał się wyrwać z jej piersi. Jednak potężnego krzyku, powstałego na jego miejscu już nie załagodziła.
- NATSU!
Diam gorączkowo poszukiwała jego źródła. Dobiegła do celu, który przestał jej uciekać.
Rozległ się przeszywający, ludzki krzyk. Zgrał się z nim głuchy trzask martwych ciał na glebę, pokrytą warstwą rosy. Niewinny piasek, nieskalana ziemia pokryły się szkarłatem. Zatopiły się w nim odłamki tego, co nie trafiło w cel. Niewidoczne, szklane ostrza.
Zewsząd zaczęły pojawiać się cieniste kreatury o nieco rozmazanym kształcie. Okalały martwe już korpusy, leżących na ziemi. Trzymały one w swych zaciśniętych dłoniach barwne zabawki, ozdobne wieńce, pęczki kwiatów. Rozbite instrumenty walały się po ziemi. Nie było im dane dożyć poranka.
Rozległ się przeszywający, ludzki krzyk. Zgrał się z nim głuchy trzask martwych ciał na glebę, pokrytą warstwą rosy. Niewinny piasek, nieskalana ziemia pokryły się szkarłatem. Zatopiły się w nim odłamki tego, co nie trafiło w cel. Niewidoczne, szklane ostrza.
Zewsząd zaczęły pojawiać się cieniste kreatury o nieco rozmazanym kształcie. Okalały martwe już korpusy, leżących na ziemi. Trzymały one w swych zaciśniętych dłoniach barwne zabawki, ozdobne wieńce, pęczki kwiatów. Rozbite instrumenty walały się po ziemi. Nie było im dane dożyć poranka.
Zmasakrowanych ciał przybywało. Jedno po drugim, dopełniało śmiertelną mozaikę.
Próbowali uciekać. Chować się. Krzyczeli. Błagali. Płakali.
Dogorywali.
Zbezczeszczone zwłoki, bezbronni ludzie.
Gdzieś w ciszy poranka krążył przytłumiony śmiech śmierci.
