Rozległ się przeszywający, ludzki
krzyk. Zgrał się z nim głuchy trzask martwych ciał na glebę, pokrytą
warstwą rosy. Niewinna trawa, nieskalana ziemia pokryły się szkarłatem.
Zatopiły się w nim odłamki tego, co nie trafiło w cel.
Niewidoczne,
szklane ostrza.
Zmasakrowanych ciał przybywało. Jedno po drugim, dopełniało śmiertelną mozaikę.
Próbowali uciekać. Chować się. Krzyczeli. Błagali. Płakali.
Dogorywali.
Zbezczeszczone zwłoki, bezbronni ludzie.
Gdzieś w ciszy poranka krążył przytłumiony śmiech śmierci.
______________________________________________
Rozwinięcie rozdziału już w najbliższy weekend!
Zapraszam! :3
______________________________________________
Rozwinięcie rozdziału już w najbliższy weekend!
Zapraszam! :3