
- Do zachodu
musimy to skończyć, Natsu! – zachrypnięty głos starszej kobiety dochodził
gdzieś zza drzew.
Coraz
chłodniejszy wiatr wodził po twarzy Diam, która z wolna otworzyła oczy.
Podniosła się nieco i oparta na łokciach rozejrzała się wokół siebie.
Znajdowała się w środku przepięknego, dzikiego lasu, zarośniętego przez ogromne
pióropusze paproci oraz dzikie krzaczki owoców. Ptaki, ukryte za wachlarzami
liści odgrywały najpiękniejsze koncerty jakie kiedykolwiek słyszała. Szybowały
raz po raz nad nią, zmierzając gdzieś w dal. Unosił je ów delikatny wietrzyk,
igrając między puchowymi skrzydełkami.
Dziewczyna powolnym ruchem przetarła oczy. Podniosła się i niepewnie zrobiła
kilka kroków wprzód, jednak jej zesztywniałe ciało nie pozwoliło na pokonanie
zbyt dużego dystansu.
Znam
to miejsce.
Im
dłużej się zastanawiała, tym trudnej było jej przypomnieć sobie jakim cudem ów
las mógł wydać się jej znajomy. Gałązki łamały się pod naporem jej stóp, które
wbrew przeciwnościom niosły ją przed siebie. Nie wiedziała dokąd zmierza,
jednak instynkt wiódł ją niezależnie od woli. Ruszyła w kierunku brzmiącego
bodźca.
-
Natsu! Słyszysz? – ciszę ponownie przerwał wyraźny głos.
Gdy
gąszcz drzew stał się na tyle rzadki, że można było dojrzeć coś pomiędzy
grubymi pniami, oczy Diam napotkały coś bardzo interesującego. Po drugiej
stronie dróżki, biegnącej tuż pod lasem rozciągało się złociste pole zboża,
targane popołudniowym wiatrem. Kilka czerwonych maków wystawiało główki
pomiędzy kłosami, drobne ptaki przysiadały gdzieniegdzie na twardej ziemi a tło
barwnych chmur współgrało z widokiem. Wszystko razem tworzyło widok niczym z
najpiękniejszych obrazów. Niespodziewanie ponad kłosami ukazał się słomiany
kapelusz, rytmicznie unoszący się wraz z podskokami nieznanej jej osoby.
-
Słyszę babciu! - zawołała dziewczyna, wyłaniając się zza rzędu kłosów.
Szybkim ruchem ściągnęła kapelusz, odsłaniając czerwoną chustkę, przewiązaną na
jej krótkich blond włosach. Rzuciła go na wbite nieopodal w ziemię widły i
poprawiła swoją czerwoną, kraciastą koszulę, zapiętą na wiele drobnych
guziczków. Poprawiła też ramiączka swoich ciemnozielonych ogrodniczek. Ubrania
delikatnie gładziły skórę dziewczyny, zdobiąc jej smukłe ciało. Całość idealnie
dopełniał promienny uśmiech na jej twarzy, podkreślający skromne, dziewczęce
piękno.
Od
pierwszego wejrzenia Diam utwierdziła się w tym, że młoda dziewczyna to osoba
bardzo pozytywnie nastawiona do świata. Biło od niej ciepło, które powodowało,
że aż miało się ochotę podejść nieco bliżej. Jednak zbyt dobrze wiedziała, że
nie ma prawa tego zrobić.
Tylko
jak właściwie się tutaj dostała? Ostatni moment, który został w jej pamięci to
widok Kailyn i tych dziwnie ciemnych oczu, które tak przenikliwie się jej
przyglądały. Do tego jeszcze to niesamowicie jasne światło, rozświetlające cały
pokój. Czy aby napewno biło ono z tego drobnego naszyjnika? A jeśli tak, co
stało się później? Nie miała absolutnie pojęcia. Podejrzewała tylko, że mogła
dziwnym trafem zostać przeniesiona w to miejsce dzięki nieznanej jej mocy.
Wszystko na to wskazywało. Tylko co ją miało? Jaki udział miała w tym wszystkim
ta mała, niepozorna dziewczynka?
Stos
pytań był stanowczo ponad jej siły. Nie miała absolutnie żadnego racjonalnego
pomysłu, ani jednej dostatecznie dobrej odpowiedzi odnośnie tego, co mogło się
stać. Jedyne, czego była pewna to to, że powinna zachować szczególną
ostrożność. Nie wiedziała przecież nawet co to za świat, w którym się znalazła
ani jakie niespodzianki dla niej szykuje. Okolica stale wydawała się znajoma,
jednak rozwiązanie otulała ciepła mgła. Fakt, że znalazła się w tym świecie był
dziwnym przypadkiem, podobnym do całej reszty dziwnych, chaotycznych
przypadków, które miały miejsce niedawno w jej życiu. Nie mogła jednak
protestować. Wraz z odważnym, głębokim wdechem odrzuciła od siebie wszystkie
wątpliwości. Musiała dać z siebie wszystko. Widocznie to los chciał, by została
rzucona na głęboką wodę już na samym początku. Komplikacja tak wielu
niecodziennych zjawisk miała być dobrym egzaminem na to, czy Diam odnajdzie się
w tym odmiennym świecie. Świecie, który z każdą sekundą wydawał się coraz mniej
fantastyczny czy nierealny.
-
Natsu, idę do domu. Nie pracuj za długo i wracaj mi szybko do domu! Zrozumiano?
- Tak
babciu! - zakrzyknęła głośno w kierunku odchodzącej już kobiety.
Policzki
dziewczyny zaróżowiły się nieco gdy zabrała mały koszyk jabłek z ziemi.
Schyliła się na moment by strzepać resztki ziemi z butów. Gdy powolnie się
podnosiła, jej oczy wyłapały dziwny błysk, który pojawił się wśród drzew po
drugiej stronie dróżki. Zauważyła zarys postaci o ludzkiej budowie. Z
zaniepokojeniem kątem oka wpatrywała się w punkt, wyjmując w tym czasie widły z
ziemi. Złapała je do ręki, drugą mocniej ścisnęła na uchwycie koszyka i udając,
że niczego nie widzi ruszyła w kierunku drogi. Kroczyła przed siebie, a wzrok
ukrytej wśród ciemności lasu drobnej dziewczyny wiódł stale za nią. Cichy
szelest ruszonych dłonią gałęzi dotarł do uszu Natsu, jednak ta niewzruszenie
szła dalej.
Ciekawość Diam prowadziła ją tą samą drogą, którą zmierzała osoba przed nią.
Stawiała kroki dość niepewnie, nie wiedziała co ją czeka. Widząc jednak, że
szansa na poznanie świata, w którym się znalazła właśnie odchodzi przemogła się
i pognała nieco szybciej. Chciała dowiedzieć się czegoś na własną rękę. Gdy
tylko zaczynała odczuwać strach dusiła go wewnątrz a w głowie bez przerwy
powtarzała sobie słowa otuchy. Była coraz bliżej i bliżej, z zapartym tchem
parła krok za krokiem przed siebie. Zanim jednak zdążyła zareagować, przed jej
gardłem zatrzymały się zęby czarnych wideł.
- Kim
jesteś i czego chcesz? - oczy Natsu zalśniły zdecydowaniem.
Groźna poza dziewczyny zburzyła pewność Diam, którą ta tak skrupulatnie
budowała. Nadszedł moment, gdy musiała zmierzyć się oko w oko z tym, co na nią
czekało. Wzięła głęboki oddech i stanęła na niepewnych nogach.
-
Jestem-
-
Czekaj chwilę.
Badawcze błękitne oczy dziewczyny śledziły twarz Diam, jakby szukały w niej
odpowiedzi. Opuściła widły, podeszła nieco bliżej i podparła brodę pięścią.
- Czy
my się nie znamy? - spytała z powagą.
To
pytanie wydało się absolutnie absurdalne. Jak? Skąd? Niby kiedy? Z jakiego
powodu zadała to pytanie?
- Raczej nie. -
Diam niewinnie spojrzała na twarz Natsu.
Jej
wzrok natrafił na jasne oczy, które wciąż z zaciekawieniem przyglądały się jej
twarzy.
-
Więc, powiesz mi kim jesteś? - dopytała znacznie spokojniejszym głosem.
- N-no
więc... - język plątał się przy każdym słowie. - Przysłano mnie tutaj i nie
wiem-
-
Przysłano? - Natsu spojrzała na nią z zaciekawieniem.
- Tak.
- Diam próbowała wyglądać na zdecydowaną gdy wyczuła bardziej stabilny grunt.
Na tą
wieść twarz Natsu rozpromieniła się speszonym uśmiechem a policzki okryły się rumieńcami.
Opuściła widły i stanęła przed dziewczyną ze zmieszaną miną.
-
Przepraszam, ostatnio kręci się tu zbyt wiele dziwnych osób... - spuściła wzrok
by znów go podnieść. - Jestem Natsu. - dodała spokojnie i wyciągnęła rękę w
kierunku Diam.
-
Diam. - przywitała się nieśmiało.
- Miło
cię poznać. - zaśmiała się. - Chodźmy, z pewnością na ciebie czekają.
Bez
słowa wyjaśnienia Natsu ruszyła znów przed siebie zostawiając Diam w tyle.
Zamyślona nad tymi słowami Diam ruszyła za dziewczyną. Podbiegła kilka kroków
by zrównać rytm i jeszcze raz spojrzała na towarzyszkę.
-
Czekają?
-
Pewnie tak, przecież z tego powodu się tu zjawiłaś, prawda?
O
czym ona mówi? Czyżby wiedziała o wszystkim?
- Dziś bardzo
ważny dzień dla całego miasteczka. - Natsu nie przerywała swojej wypowiedzi. -
Pierwszy raz w życiu zobaczę Ceremonię Wtajemniczenia!
- Ah
tak? - Diam wtórowała słowom dziewczyny.
-
Widziałaś ją już kiedyś? - spytała z ciekawością.
- Nie,
nigdy. - te słowa nie były kłamstwem.
- O!
Więc też będziesz pierwszy raz? Cudownie! - radosny okrzyk rozweselił
atmosferę. - Chciałabym już tam być... Zobaczyć stragany, przebierańców, tych
wszystkich ludzi... A szczególnie Nowicjuszy!
- Kogo?
- To
ty nic nie wiesz? - zaśmiała się. - Przecież to ich dotyczy to całe święto!
-
Mogłabyś opowiedzieć coś więcej? - nieśmiało dopytała.
-
Oczywiście! Ale najpierw zanieśmy to do domu, zgoda?
- No
jasne! - odparła Diam.
Wraz
z coraz ciekawszą rozmową, coraz ciekawsza stawała się okolica, w której
znajdowały się dziewczyny. Ścieżka zaprowadziła je do małej wioski, otoczonej
kamiennym murem. Wchodziło się do niej przez ciężką, metalową bramę, która
chroniła wejście. Małe domki stały w równych odstępach a wokół nich rosły
barwne kwiaty. Wiele drzew zakrywało niebo i dawało przyjemny cień.
Gdzieniegdzie biegały małe dzieci, goniące domowe zwierzątka po ulicach.
Wszyscy wydawali się być szczęśliwi i wieść spokojne życie.
- Tutaj
mieszkam. - Natsu wskazała na drobny domek, stojący pod płaczącą wierzbą. -
Chodź do mnie na chwilę, co ty na to?
Diam
odpowiedziała jej spokojnym uśmiechem. Gdy przeszły przez płotek, otaczający
chatkę znalazły się przed ozdobnymi drzwiami. Na futrynie widniały kwieciste
ornamenty, podsuwające na myśl pierwsze dni wiosny. Gdy drzwi się otworzyły,
Diam poczuła słodki zapach cynamonu. Dochodził z kuchni, do której najpierw
skierowała się Natsu.
- Mamo, jestem.
- powiedziała wchodząc do pomieszczenia po prawej i znikając za łukiem.
Diam
podążyła za nią. Oparła się ręką o obramowanie łuku i rozejrzała się po małym
pomieszczeniu. Wewnątrz panowała prawdziwie jesienna atmosfera. Ściany były
słonecznie żółte, a ich kolor uwydatniały promienie zachodzącego słońca.
Wisiały na nich półki z drobnymi pudełeczkami i flakonikami pełnymi dziwnych
roślin. Rząd szafek z ciemnego drewna zawalonych naczyniami stał równo pod
jedną ze ścian. W rogu stał mały stolik z czterema krzesełkami, a na środku
czerwonego, dzierganego obrusika stał wysoki wazon w zielonym kolorze. Był
pusty do momentu, gdy Natsu włożyła do niego pokaźny kwiat słonecznika, który
przyniosła ze sobą. Odłożyła kosz tuż obok i wyszła z kuchni. Diam podążyła za
nią. Wspinały się po drewnianych schodach na poddasze, gdzie widocznie
znajdował się pokój dziewczyny.
-
Rozgość się. - Natsu pociągnęła za klamkę.
Mały
pokoik miał w sobie wiele uroku. Chabrowe ściany pokryte były różnej wielkości
skrawkami papieru. Gdy Natsu zaczęła przeszukiwać swoją szafę Diam podeszła
nieco bliżej owych urywków i wycinków by lepiej się im przyjrzeć. Dostrzegła
liczne szkice, przedstawiające znane oraz nieznane rośliny, zwierzęta, ludzi.
Były wykonane bardzo charakterystyczną kreską, która z pewnością należała do
Natsu. Najwięcej szkiców wisiało nad skromnym posłaniem po lewej od drzwi. Był
z niego wspaniały widok na pola zbóż, które błyszczały za ogromnym, dachowym
oknem naprzeciw drzwi. Było pewne, że pokój ten zamieszkuje ktoś o bogatej
duszy.
-
Wiesz? Sama nie wiem dlaczego cię tu zaciągnęłam. - speszony głos dobiegał zza
drzwi szafy. - Zapewne masz mnie za jakąś wariatkę albo kogoś w tym guście.
-
Faktycznie, zaskoczyłaś mnie. - odpowiedziała nie kryjąc niepewności.- Nie wiem
czy na twoim miejscy bym się odważyła.
- Może
to dziwnie zabrzmi, ale... - przygryzła wargę, po czym jak spłoszona zerknęła
na drzwiczki. Wzięła głęboki oddech niwelujący drżenie rąk. - Wydałaś mi się
bliska.
Zanim
Diam wykrztusiła z siebie choć głoskę, ta wyłoniła się zza ciemnych drzwiczek.
- Mam!
Znalazłam! - wykrzyknęła radośnie.
Dziewczyna trzymała w ręce dwie długie, ozdobne suknie i z uśmiechem podbiegła
do Diam. Wręczyła jej jedną, przypominającą kolorem jesienne wrzosy. Sama
zabrała błękitną.
-
A-ale... - wyszeptała Diam. - ...co to?
- Dziś
ważny dzień, prawda? - Natsu odpowiedziała jej uśmiechem. - Poza tym, nie
chciałaś chyba pojawić się w tych dziwacznych ciuchach, co?
Zapadła niezręczna cisza. Diam dobrze wiedziała, że nie mogła odmówić. W
momencie, gdy Natsu zniknęła za drzwiami, na podłodze pokoju pojawiły się
zdejmowane powoli ubrania. Dziewczyna z wolna oglądała długą suknię, wiodła palcami
po wyszywanym srebrną nicią gorsecie, po atłasowych wykończeniach, zwiewnym
materiale... Zapadła głucha cisza. Wraz z nią pojawiła się sterta pytań, które
Diam odrzuciła jakiś czas temu.
Miejsce pobytu wciąż pozostawało niewiadomą. Do tego nie miała pojęcia w co się
właściwie wplątuje. Traciła jedynie czas na spoufalaniu się z ludźmi. Chociaż,
czy tak właściwie było to całkiem bezowocne? A gdyby tak...
-
Diam? Mogę wejść? - cichy głos wtórował pukaniu do drzwi.
Spłoszona dziewczyna pospiesznie ubrała sukienkę a swoje rzeczy rzuciła na
łóżko. Niewiele później do pokoju weszła Natsu, skąpana w błękicie. Jej strój
przypominał piękną, dworską szatę rodem ze średniowiecza, która zdobiła białą
skórę dam dworu. Krótkie włosy dziewczyny przepasała złota opaska a szyję
okalał równie złoty naszyjnik. Wyglądała niezwykle.
- I
jak? Podoba ci się? - spytała, uciekając wzrokiem.
- Jest
piękna. - odparła Diam.
-
Wyglądasz uroczo, Diami. - zachichotała. - Do twarzy ci w fiolecie. Pomóc ci
zawiązać gorset?
-
Gdybyś mogła... - nieśmiało odwróciła się plecami i odgarnęła długie włosy.
Natsu zdecydowanym ruchem rozplotła wstążki gorsetu i dopasowała je do
szczupłej sylwetki. - Dzisiejszy dzień musi mieć dla ciebie ogromne znaczenie,
co? - kontynuowała.
- Oj
ma, ma. - westchnęła z radością. - Takie wydarzenie obchodzi się raz w życiu.
Silny
uścisk zaparł dech w piersi Diam, jednak bardzo szybko przywykła do tego
uczucia. Otrzepawszy ręce Natsu usiadła na łóżku pod oknem i poklepała miejsce
obok. Diam pospiesznie je zajęła. Po chwili złote włosy znalazły się pod
panowaniem szczotki i sprawnych dłoni Natsu.
-
Ceremonia Wtajemniczenia to bardzo ważne wydarzenie dla społeczności naszej
wioski. Odbywa się średnio raz na ponad sto lat, zależnie od ilości faz
księżyca. Miało początki wieki temu, gdy ziemią rządzili praludzie. Moja mama
opowiadała mi kiedyś, że jest wiele historii, które mówią o początkach
powstania wszystkiego, co nas otacza. Jedne są mniej, drugie bardziej
prawdopodobne. Zawsze mnie to ciekawiło. - opowiadała bez chwili spoczynku.
Widać było to zafascynowanie, którym darzyła ów temat. - Ale wiesz? To zabawne,
gdy człowiek zastanawia się kim tak właściwie jest i skąd pochodzi.
-
Dlaczego tak sądzisz?
-
Przecież nigdy się tego nie dowiemy.
- I właśnie
dlatego jest to aż tak ciekawe. - odrzekła Diam.
- Masz
rację. - spokojnie dotykała jej włosów. Przez sekundę jednak zawahała się i
zatrzymała dłoń w powietrzu. Dodała cicho: - Słyszałam, że tutejsi ludzie
pochodzą od wilków, jednak nigdy się o tym myśli to przecież niedorzeczne…
-
Równie niedorzeczne co wszystkie inne teorie.
- No
tak, w zasadzie... A ja głupia się tym przejmowałam. - dodała speszona,
próbując zniwelować temat. - Przecież Luminosi nie mogli istnieć.
-
L-Luminosi? - energicznie odwróciła się do niej twarzą, wytrącając przy tym
szczotkę z ręki Natsu. Jej oczy zalśniły podekscytowaniem.
-
Zgadza się. - zaśmiała się, widząc jej reakcję. Jej wzrok padł na szkice, które
zdobiły ścianę. - Co w tym takiego dziwnego? Myślałam, że o nich słyszałaś.
Przecież wszystkie okoliczne wioski łączy jedna, wspólna legenda.
Nie
uzyskała odpowiedzi. W zamian za to ujrzała kątem oka jak Diam z wolna
zacisnęła dłonie w piąstki i podkuliła nogi, zginając je do siebie. Podparła
brodę na kolanach, łydki objęła rękami. Siedziała w ciszy, nie reagując.
- Czy
coś się stało, Diam? - dopytała dość niepewnie, rzucając na nią niespokojne
spojrzenie.
Wydawać by się mogło, że z sytuacji nie było zbyt wielu wyjść. Najprostszym,
lecz niosącym za sobą najwięcej konsekwencji byłoby wyjawienie kilku dość
znaczących faktów. Średnio korzystnym byłoby wyjawienie ich po wysłuchaniu
opowieści. Zawsze można by również udać, że wszystko jest w jak najlepszym
porządku, wrócić do rozmowy posyłając zajście w niepamięć. Tylko... Co to da?
` Powiedz jej.
Spłynęło jak grom z jasnego nieba.
` Powiedz jej!
` Kaila? - pomyślała niepewnie. Zdawało się, że to właśnie jej
głos słyszała.
` Zgadza się.
Wewnętrzna ulga wypełniła jej ciało. Nie mogła uwierzyć w to, że to prawda. Bo
jakim cudem usłyszała odpowiedź? Jakim cudem ta odpowiedź padła? Kolejny raz
nie wiedziała. Wiedziała za to, że przynajmniej nie została całkiem sama.
` Diam, nie myśl tyle. Dzieje się, po prostu. Czemu ciągle nie wierzysz?
- Bo
wiara to trudna sztuka. - powiedziała na głos.
-
Wiara? - spytała Natsu, dość zaskoczona nagłymi słowami.
- Co?
Ah, tak... - szybka reakcja. - Chodziło mi o wiarę w Luminosów, kimkolwiek są.
- Więc
jednak faktycznie nic nie wiesz, co? - zaśmiała się. - Skąd ty się urwałaś,
Diam?
- Z
daleka. Zbyt daleka. - nie kłamała.
-
Więc... Ugh, od czego by tu zacząć... - podparła brodę pięścią. - Słyszałaś
kiedyś o Nocy Płomieni?
-
Nigdy.
- Noc
Płomieni to ważne wydarzenie, wyprzedzające Święto Wtajemniczenia. - mówiła
półszeptem, siadając wygodnie na łóżku. - Przez miesiąc przed Nocą Płomieni
ludzie zaczynają przygotowywać symbole, przypominające to, co wilcze. Gdy
zapada wieczór, mieszkańcy wioski wychodzą na pola i rzucają to, co przynieśli na
ogromny, żarzący się stos. W ten sposób składają ofiarę Luminosom, którzy
kiedyś zamieszkiwali nasze ziemie. Podobno płomienie rozświetlają niebo po to,
by zwrócić uwagę przodków na miasteczko, które stale żyje według tradycji. -
wzięła głęboki oddech. - Wiele wieków temu Luminosi żyli na naszych terenach,
dbając o nie. Byli uważani za prekursorów świata, najbardziej mityczną rasę,
która kiedykolwiek pojawiła się na ziemi. Należeli do najsilniejszych
wojowników, najmądrzejszych strategów i najodważniejszych zdobywców. Stale
dbali o czystość krwi w linii. Byli nieugięci dzięki swoim nadludzkim
możliwościom.
- Co
ich tak wyróżniało? - niecierpliwie czekała na więcej.
-
Luminosi nosili na swojej skórze wilczą sierść. Byli w stanie przeobrazić się w
wilki gdy tylko chcieli. Dzięki tej umiejętności ich społeczność stała się
spójna i wierna wobec siebie nawzajem. Podziwiam ich za to.
Z
kolejnym głębokim oddechem Natsu wstała z łóżka i podeszła do ściany ze
szkicami. Dotknęła dłonią skrawka papieru, który przedstawiał ogromnego wilka,
schowanego wśród drzew. Westchnęła cicho.
-
Musieli być cudowni. Potężni, dumni i niezależni. - Diam podeszła do dziewczyny
i stanęła za jej plecami. - Co to?
-
Kiedyś próbowałam sobie wyobrazić to, jak mogli wyglądać. - wiodła palcami po
pysku zwierzęcia. - Może to głupie, ale... Chciałabym kiedyś spotkać jednego z
Luminosów.
- Tak
właściwie, co się z nimi stało? - głos Diam był jeszcze bardziej przyciszony.
- Nikt nie wie.
- spuściła głowę. - Podania głoszą, że czystość krwi została naruszona.
Zburzyło to równowagę w ich społeczeństwie. Udało im się unicestwić samych
siebie. Byli zbyt ograniczeni, zamknięci. - odsunęła dłoń. - Może to i prawda?
-
Może, kto wie... Więc, to dziś wypada Noc Płomieni?
-
Zgadza się. - uśmiechnęła się. - Tym razem to my musieliśmy przygotować stos i
główną ofiarę.
- Więc
będziesz dziś główną atrakcją programu, Natsu? - zadziornie trąciła ją łokciem.
- Ja?
Skąd! To twoja rola, przecież to ty będziesz nieść pochodnię ze stosu do
miasta. - odeszła o kilka kroków. - Przecież to po to tu jesteś.
-
R-rozumiem... - odparła z niepokojem.
- Nie
martw się. - podeszła, olśniewając radosnym uśmiechem. - Wierzę w ciebie.
- Mam nadzieję.
Wytłumaczysz mi później co i jak? - poprosiła łagodnie.
-
Oczywiście, że tak. - spokojny ton załagodził atmosferę.
Nieśmiałym, za to silnym ruchem przytuliła do siebie Diam, której jasne
włosy opadły na ramiona Natsu. Równie powoli odsunęła się od niej by spojrzeć w
jasnoszare oczy drobnej istotki.
-
Diam, jakiego koloru są twoje oczy? - spytała, wyraźnie marszcząc przy tym
brwi.
- Dlaczego
pytasz? - słowa Natsu zbiły ją z tropu.
-
Wcześniej były zielonkawe. Teraz są dość jasnoszare... - spoglądała z zaciekawieniem.
W odpowiedzi otrzymała jedynie dość spokojny uśmiech, wydający się być
jak najnormalniejszym. Odwzajemniła go.
- Już
czas. – wyszeptała.
Atmosfera mistycznej tajemnicy narodziła się ponownie. Bo to przecież za
chwilę miało mieć miejsce wydarzenie, będące sednem do poznania prawdy o tym,
kim bądź czym byli Lumiosi. Jak wiele tajemnic skrywa ich ród, jak wiele nauk
pozostawili po sobie jak również jak wielka jest szansa na to, że ktokolwiek z
nich przetrwał… Na nadgarstku Diam spoczął uścisk dłoni Natsu, która
energicznie poprowadziła ją do wyjścia.
Nieco wilgotny wiatr wdarł się w złote włosy Diam wraz z pierwszym jej
oddechem, który wykonała. Chłodny mrok otulił miasteczko, a wśród traw
spowijały się srebrzyste nici mgły. I Ruszyły przed siebie, pełne niepewności i
podniecenia. A pod spokojną maską Diam, w tej jakże niepozornie wyglądającej,
drobnej osóbce, która podążała za nią z wzrokiem ślepo wpatrzonym w niebo
odbywała się jednoosobowa bitwa, która mogła zakończyć się niepewnym rezultatem.
Wszystkiemu przygrywał jedynie szmer ludzkich nóg, sunących po trawie.
* * *
-
Zbliż się. – rzekła, gdy otworzyły się pozłacane drzwi, prowadzące do sali
królewskiej.
Wkroczył do niej wysoki, potężnie zbudowany mężczyzna, który kroczył absolutnie
pewnym siebie tempem. Wszystkie skarby monarchów, znajdujące się wokół niego i
zdobiące złote ściany nie robiły na nim najmniejszego wrażenia. Dumnie niczym
lew uklęknął przed władczynią a jego smolistoczarna zbroja zalśniła w
płomieniach kinkietów. Purpurowa peleryna okryła jego ciało.
- Tak
jest, o Pani. – wyszeptał.
- Jak sprawy na
froncie? – spytała delikatnie, lecz z iście kobiecym wdziękiem.
- Pod
moją osobistą kontrolą.
-
Doskonale. – diaboliczna nota wkradła się do jej czerwonych ust. Wstała i
podeszła do mężczyzny krok za krokiem, schodząc po marmurowych schodach
wieńczących podwyższenie. Czerwony tren sukni wiódł tuż za nią, smagając po
podłodze. Stanęła nad nim gładząc dłonią swe czarne włosy. – Dopilnuj proszę,
aby wszystko udało się tak, jak powinno. - mówiła, nie spuszczając wzroku
z mężczyzny, który nie śmiał spojrzeć na swą panią. Trwał w bezruchu ze spuszczoną
w dół głową. – Nie zawiedź mnie.
- Tak,
o Pani. – wyszeptał.
- A
teraz odejdź. Chcę być pewna, że twoje starania nie idą na marne. Dopilnuj aby
wioska nie zapomniała tegorocznego Święta.
-
Rozkaz, o Najłaskawsza. – mówił coraz ciszej.
-
Możesz się oddalić.
Ogień
pochodni, rozstawionych na ścianach znów zalśnił, odbijając się w zbroi
mężczyzny. Ten odwrócił się i równie pewnym krokiem wyszedł z sali. W pałacu
ponownie zapanowała głucha cisza. Lecz w jego sercu rozpoczynała się rzeź.
* * *
-
Natsu… - wybełkotała, odzyskując na chwilę świadomość.
- Tak? –
odwróciła się do niej.
- Tak
właściwie to… Co to za miasteczko?
- Oj
Diam. – zachichotała. – Naprawdę nie wiem skąd się urwałaś.
Powolnym krokiem szły piaskową ścieżką wzdłuż lasu. Kierowały się na małe
wzniesienie, które wydawało się być końcem ich wędrówki. Tuż zza niego oczom
Diam ukazało się ogromne, szafirowe jezioro, wieńczące leśną ścieżkę.
Księżycowe lico ukazało się w tafli a połać trawy wydała jej się bezkresna.
I
nagle pojawił się ogień.
Ogromny snop, ustawiony na środku trawy zabłysnął piekielnym kolorem.
A
Diam zrozumiała, że to miejsce wcale nie jest jej nieznajome.
-
Witaj w Himikawie, Diam.