Głos jej przyjaciela stawał się coraz bardziej wyraźny. Poczuła ciepły
oddech na ramieniu gdy podnosił jej bezwładne ciało z ziemi. Wyraźnie czuła to,
jak przytulił ją do siebie delikatnym uściskiem i wtulił głowę w jej ramię.
Drobne usta wykrzywiły się w uśmiech. Ponownie spróbowała poruszyć ręką.
Uniosła ją i położyła na głowie Treya, czochrając jego brązowe włosy. Chłopak z
zapartym tchem odsunął się od przyjaciółki, jednak widząc jej spokojny uśmiech
przytulił ją jeszcze raz. Odetchnęła.
Jednak...
Co to było?
- Wszystko w porządku? - spytał z wyraźnym strachem
w głosie.
- Tak, tak sądzę... - otworzyła nieobecne oczy. Jej
płuca ponownie wypełniły się powietrzem. Miała wrażenie, że ten oddech był
pierwszym w jej życiu. Chłodne powietrze osłodzone zapachem słońca wprowadziło
ją w stan podobny do nieważkości. Ponownie opadła na ramię Treya, łapiąc dłonią
jego bark.
Nie. Nic nie jest w porządku.
Dlaczego, zresztą ponownie, stało się coś takiego?
Jak to możliwe?
- Diam?
Jeszcze chwilę temu byli tutaj... Prawda?
Być może to był tylko... Sen...
Ale...
Ich dotyk... Zapach krwi...
Z pewnością.
Byli.
Szum liści wybudził ją z owego nieokreślonego stanu. Wydawać by się mogło, że
myśli dziewczyny poszukiwały jej duszy, która pozostała gdzieś tam, daleko,
wśród wilczej sierści...
- Diam, chodźmy stąd. Proszę. - wzrok Treya stał się
dziwnie poważny.
Nagły ruch chłopaka przywrócił ją na ziemię. Pociągnął ją w górę i pomógł
stanąć na równych nogach. Sam odwrócił się do niej plecami, kierując wzrok w
stronę gąszczu gałęzi. W tym czasie Diam rozciągnęła się nieco i strzepała
drobne kruszki z ubrania. Kilka głębokich wdechów pomogło jej oczyścić umysł.
Chęć zmiany tematu spowodowała, że z uśmiechem na twarzy spytała:
- Coś Ty taki spięty, człowieku?
Nie uzyskała odpowiedzi. Zapanowała niezręczna cisza. Dziewczyna podniosła
wzrok by zerknąć na przyjaciela, który wciąż wpatrywał się gdzieś w głębię lasu.
Wyglądało to tak, jakby uparcie czegoś wypatrywał. Jego wzrok był niecodzienny,
całkowicie nieobecny.
Nie, to niedorzeczne.
- Diamku?
Tylko dlaczego wbrew dziwnemu zachowaniu głos Treya pozostawał spokojny?
- T-tak? - z paniką patrzyła na przyjaciela, którego
zielone oczy stale wpatrywały się wgłąb ciemnego lasu.
- Co tu robiłaś?
Serce zabiło jej nieco szybciej gdy gorączkowo szukała odpowiedzi. Głowa
zapełniła się toną bezużytecznych kłamstw, zmyślonych wersji wydarzeń,
scenariuszy. Niecierpliwie wypatrywała wśród nich choć jednej dostatecznie
dobrej wymówki dotyczącej tego, co miało tu miejsce. Z drugiej strony ciekawiło
ją to, co takiego Trey zrobiłby w momencie, gdyby dowiedział się, że jego przyjaciółka
stała się częścią jakże niezwykłej historii. Jednej z tych, o których on miał
nie raz okazję czytać. Tak bardzo pragnęła powiedzieć mu prawdę, jednak...
A, właśnie!
- A Ty? Co tu wyprawiasz? - energiczna odpowiedź
czym prędzej wypłynęła z jej ust.
- Co masz na myśli? - spojrzał na nią niepewnie.
- Jakim cudem tu trafiłeś?
- Szukałem cię. - chłopak nie wydał jej się zbytnio
przekonujący.
- W środku lasu? - dodała podejrzliwie. Wiedziała,
że była jedyną osobą, która znała jej tajemną kryjówkę w cieniu głazu.
Ukrył dłonie za plecami. Kręcił.
- Czy to ważne? Znalazłem cię. - oburzony, warknął
na nią.
Ciepła dłoń Treya złapała jej nadgarstek i pociągnęła przed siebie. Ruszył w
kierunku, z którego przyszedł. Krok za krokiem kierowali się do wyjścia z
labiryntu drzew. Coraz mniej drzew chroniło skórę przed słońcem, coraz cichszy
zdawał się kojący szum liści, coraz mniejsza stawała się szansa, że
zdenerwowana Diam uzyska odpowiedź. Śpiew ptaków przestał docierać do jej uszu
z momentem, gdy opuścili park. Wiedziała, że wyrywając ją z osobistego azylu
nie pozwolił jej na jakikolwiek kontratak. Dlaczego?
- Trey, odpowiedz. - wyszeptała.
Brak interakcji.
- Trey. - dodała do głosu dozę zdecydowania.
Ani drgnięcia.
Co miała zrobić? Nie mogła powiedzieć. Wciąż twierdziła, że nie byłby w stanie
jej uwierzyć. Z drugiej strony słowa same cisnęły jej się na język. Chciała, by
jako jej przyjaciel mógł przeżyć wszystko razem z nią. Nie miała pewności, że
zrozumie. Wewnętrznie bała się odrzucenia z jego strony. Co, jeśli wziąłby ją
za wariatkę?
Chłopak przez dłuższy czas nie dostrzegł tego, co malowało się na bladej twarzy
jego przyjaciółki. Dopiero po chwili całkowitego milczenia odwrócił się do niej
i ujrzał ogromny, paniczny strach. Taki, którego jeszcze nigdy w życiu nie miał
okazji widzieć. Szare oczy Diam zaszkliły się łzami. Nie wiedziała co zrobić,
zbyt ogromna bezradność przejęła nad nią władzę. W pośpiechu puścił stale
trzymany nadgarstek a ucisk położył na jej ramiona, które ukrył w swoim
objęciu.
- Co się dzieje, Diamku? - ciepły oddech odbił się
od jej ramienia.
- Troszkę mi słabo, nic więcej... - wybełkotała.
- Niedługo poczujesz się lepiej – zaśmiał się. -
zabieram cię do siebie.
Nie mówiąc nic więcej ruszył spokojnym krokiem, znikając razem z nią w jednej z
bocznych uliczek Himikawy. Nieco już popołudniowe słońce pokazywało swą złotą
tarczę przez szczeliny między budynkami, wiatr stawał się coraz chłodniejszy a
chmury zmieniały swój kolor. Kolejny dzień dobiegał końca. Wśród pustych ścian
budynków pojawiało się coraz mniej ludzi. Znikali do swych gniazd, jaskiń, nor.
Nie chcieli stać się ofiarami nocnych łowów. Ich twarze ukazywały smutek,
wywołany całodzienną pracą. Codzienność odbijała się na wyglądzie tych ludzi.
Byli coraz bardziej zmęczeni światem, w którym żyli. Być może potrzebna im była
jakakolwiek zmiana? Jakiś przełom, który wpłynąłby na ich sytuację?
Rozmyślając o tym, nieobecna Diam przemierzała ulice Himikawy w towarzystwie
przyjaciela. Dzień chylił się ku końcowi, dlatego czym prędzej musieli udać się
w bezpieczne miejsce. Wspinali się po ogromnych, kamiennych schodach,
prowadzących do starej kamienicy na przedmieściu. Gdy zamknęli za sobą ogromne
drzwi udali się do mieszkania na piętrze. Była to mała kawalerka, wynajmowana
przez Treya od kilku lat. Niestety, po śmierci jego rodziców był zdany tylko na
siebie, dlatego zamieszkiwał ją całkiem sam. Za ciemnymi drzwiami skrywała się
oaza, w której Trey spędzał większość czasu. Po wejściu do salonu oczom
dziewczyny ukazały się te same, ogromne półki, które miała okazję podziwiać już
od lat. Chowały się w nich kolekcjonerskie figurki, które zostały zdobyte przez
chłopaka podczas turniejów gier fantasy. Stosy fantastycznych książek i
czasopism naukowych piętrzyły się na podłodze. Jasne ściany zakryte były
plakatami oraz ogromnymi mapami, zaopatrzonymi w legendy napisane w dziwnym
języku. Za każdym razem, gdy miała okazję je podziwiać zastanawiała się skąd
tak właściwie się wzięły. Skrywały w sobie nieokreśloną tajemnicę, która aż
prosiła się o to, by ją wydobyć.
Diam zwinnym ruchem ominęła wszystkie przeszkody, które blokowały jej dojście
do jasno obitej kanapy. Gdy wygodnie się na niej rozsiadła, usłyszała
pomrukiwanie, dochodzące z parapetu za jej plecami.
- Witaj, Ney – powiedziała Diam, ściągając
kremowo-rudego kota z parapetu. – gdzie ty się chowasz?
- To jej stałe miejsce. – rzucił Trey, wchodząc do
pokoju w dwoma kubkami herbaty. Pospiesznie zajął miejsce obok przyjaciółki. –
Zwykle w przerwach między znikaniem na cały dzień przesiaduje tutaj,
wygrzewając się na słońcu.
- Gdzie ona tak znika? Dziękuję. – dodała i zabrała
kubek z gorącym napojem.
- Nie mam pojęcia. Gdy rano zbieram się do wyjścia
do Gargulca na turniej lub sparing zwykle już jej nie ma. Za to jak wracam to już
wyleguje się na parapecie spogląda na mnie tymi swoimi mądrymi oczkami. –
powolnym ruchem przejechał po łbie sporych rozmiarów kotki, która jak
szeroki szal rozłożyła się na nogach Diam.
- Przypomnij mi, co to za rasa?
- Savannah. Jeden z rzadszych okazów. Nie jestem
pewien czy pamiętasz, ale dostałem ją całkiem przypadkowo od jednego turysty,
któremu pomogłem kilka lat temu.
- Tak tak, opowiadałeś mi tą historię. – zaśmiała
się cicho, a jej wzrok krążył po prążkowanej sierści kota.
Spokojną rozmowę przerwało ciche pukanie do drzwi. Gdy Diam
spojrzała na Treya, jego twarz ukazała małą dezorientację.
- Spodziewasz się kogoś? – spytała Diam.
- Rzecz w tym, że nie…
Trey podniósł się z kanapy i powolnym krokiem ruszył ku drzwiom.
Gdy je otworzył, jego oczom ukazała się mała, drobna blondyneczka, ubrana w
czarną sukienkę.
- Kaila, co ty tu robisz? – spytał cicho.
- Ciocia. – wyszeptała ledwo słyszalnym głosem.
- Trey, czy coś się stało? – jego uszu dobiegł
przejęty głos Diam, która wstała by podejść do niego.
- Nic wielkiego, to tylko moja kuzynka.
Coraz bardziej uchylone drzwi ukazywały stopniowo postać
dziewczynki. Była lekkiej postury, drobna, tycia. Jej ciało okrywała zwiewna,
czarna sukienka a we włosach zauważyć można było równie czarne kokardki i
spineczki. Na nogach miała czarne lakierki, zapięte na ciemnych rajstopkach.
Sprawiała wrażenie smutnej, jednak bardzo spokojnej istotki. Za prośbą Treya
weszła do środka i nieśmiało pokierowana usiadła na miejscu obok Diam.
- Napijesz się czegoś, Kai?
- Woda.
Trey pospiesznie ruszył w stronę kuchni, zostawiając dziewczyny.
Nie zwrócił jednak większej uwagi na to, że atmosfera stała się stosunkowo
bardziej napięta niż była. Niespodziewany gość stał się centrum zainteresowania.
W czasie, gdy Trey przesiadywał w kuchni, Diam przyglądała się
drobnej osóbce, która niczym posąg siedziała przy niej. Wydawało jej się, że
nie wykonała ani najmniejszego ruchu. Nawet jej płuca zdały się nieruchome,
żaden włos nie poruszył się na jej głowie. Biło od niej tajemniczością, czymś
nie do opisania, jakby cała uwaga świata skupiła się w tym jedynym momencie
właśnie na niej.
- Kaila, tak? – rzuciła Diam absolutnie niepewnym
głosem.
- Kaila. – cichutki, anielski głos wydobył się
z gardła dziewczynki.
- Co cię tu sprowadza, Kailo? – postanowiła
kontynuować rozmowę.
- Trey.
- No tak, zgadza się… - otarła ramię dłonią. – To
twój kuzyn, tak?
- Kuzyn. – duże, piwne oczy Kai skierowały się na
twarz dziewczyny.
Diam poczuła, jak włosy jeżą się na jej rękach. Im dłużej ta się
jej przyglądała, tym bardziej wydawać się mogło, że ten przenikliwy wzrok
dociera gdzieś do zakamarków duszy, które tak bardzo chciałoby się ukryć…
- Kamień.
Dziewczyna nie zwróciła uwagi na to, że uważne oczy Kaili
skierowały się na jej szyję. Dojrzały tam coś, o czym ta całkowicie zapomniała.
Zza nieco odsłoniętej koszulki wyłaniał się naszyjnik z przywieszką,
wyglądającą jak diament. Mądre oczy przyglądały się mu ze skupieniem a ząbki
zagryzły drobniutkie wargi dziewczynki. Widząc to zainteresowanie, Diam złapała
łańcuszek i wyciągnęła wisiorek na wierzch. Z niewiadomego powodu Kaila
odskoczyła do tyłu, jakby wystraszyła się widoku tego drobnego przedmiotu. Po
chwili wróciła jednak do szczegółowej obserwacji.
- Kamień. – powtórzyła, wyciągając ku niemu
wskazujący palec.
- Tak, zgadza się. Diament. – zaśmiała się cicho,
łapiąc go w dwa palce i przysuwając do twarzy dziewczynki.
- Diament. – powtórzyła pospiesznie.
Powolnym ruchem palca Kaila dotknęła środka wisiorka.
Przytrzymując go chwilę dłużej, schowała palec w małej piąstce a następnie
wlepiła w niego swoje oczy. Z sekundy na sekundę przerażający wzrok dziewczynki
stawał się coraz bardziej nieobecny. Trudno było określić co tak naprawdę
dzieje się w jej umyśle. O czym myśli, nad czym się zastanawia, co tak bardzo
urzekło ją w tym drobnym przedmiocie.
- Kaila, czy-
- Wilki.
Zanim Diam mogła choć zrozumieć co wybełkotała drobna istotka,
pokój wypełnił oślepiający blask. Wydobywał się właśnie z tego drobnego
przedmiotu, który rozpromienił wszystko możliwe, co znajdowało się wokół. Szyby
szafek potęgowały efekt, odbijając promienie bez końca. Blask wydawał się
pochłaniać wszystko na swej drodze. Nie było to wcale złudne, ponieważ uczucie
to można było odczuć nawet na ciele, gdzie to skóra traciła swoją zwartą
budowę. Diam czuła, jakby jej ciało rozbiło się na milion cząsteczek. Nie
umiała pohamować tego uczucia, przenikało jej cały organizm. Wypełniało
wnętrze, zajmowało umysł i rozświetlało go równie umiejętnie co wiszący na jej
szyi wisior.
Gdy Diam spojrzała na Kailę odczuła przerażenie. Piwne oczy
dziewczynki stały się czarne niczym najpaskudniejsza smoła. Wgapiały się w nią
bez słowa. Nie odczuwała niczego. Nie wyczytywała niczego. Niczego też nie
wiedziała.
Zatraciła się.
Zamknęła oczy.
Poczuła, jak z jej ciała odchodzi dusza.
Upadła.
