niedziela, 25 września 2016
XIII.
Deszcz nie dawał za wygraną. Wydawał się uderzać o bruk z coraz większą siłą, z narastającym uporem. Jaki był jego cel? Czyżby chciał znaleźć sposób, aby czegoś dokonać? Kogoś uświadomić? Pokazać, że również ma coś do dodania? Jeśli tak, nie wychodziło mu to zbyt dobrze. Trzask kropli tylko wywoływał większy chaos w umyśle biednej dziewczyny, która w dalszym ciągu próbowała przejść przez mały ryneczek. Powolnym, jednak zdecydowanym krokiem zataczała łuk by okrążyć nieznaną jej postać. Póki sytuacja na to pozwalała, próbowała dojrzeć cokolwiek, co mogłoby pomóc jej opanować rozproszony umysł. Bezskutecznie. Długi, czarny płaszcz oraz komponujący się z nim parasol były zbyt dobrą zasłoną. Brnąc przed siebie zauważyła jedynie kilka szczegółów: mężczyzna, wyższy od niej, nieco krępej lecz postawnej budowy. Gdy już nie była w stanie dalej na niego zerkać, porzuciła swą niebezpieczną, lecz chciwą ciekawość. Mijała go. Co oznaczało, że każde kolejne spojrzenie równałoby się z odwróceniem w jego kierunku. Ruszyła przed siebie nieco szybciej - kilka kroków dzieliło ją od ciemnej, wąskiej uliczki po drugiej stronie. Coraz bardziej zdyszana z wysiłku, jaki wkładała w opanowanie oddechu, postawiła stopę na okalającej granice rynku, czerwonej kostce brukowej. Teraz miało być tylko z górki.
Szczęśliwa swoim dokonaniem, ruszyła dalej. Szła w górę po śliskiej ścieżce, zmierzając do celu. I chociaż powinna już zdążyć choć nieco się uspokoić, przez dłuższy czas zastanawiała się nad tym, co właśnie się stało. Po co tak właściwie przejęła się obecnością jednej, przypadkowej osoby w tak zatłoczonym mieście. To przypadek, że akurat dziś, nawet przy takiej aurze ludzie zniknęli z ulic, zaniechali wychodzenia z domu. Ale... Żeby wszyscy na raz? Czuła się z tym dość niepewnie. Miasto nigdy nie było tak ciche. Nie przypominała sobie dnia, żeby nie spotkała co najmniej trzech, czterech osób, które przemykały gdzieś między budynkami. Himikawa wydawała się zasnąć.
Dlaczego tak właściwie bała się przejść obok? Hm. Być może to właśnie fakt, że dzisiejszego dnia nie widziała nikogo poza tym, jednym przypadkiem? Przypadkiem, którego wcześniej tu nie widziała? Wydał jej się tak obcy, że wręcz naruszał to miasto swoją obecnością. Nie wiedząc dlaczego, nie chciała go tutaj. Miała nadzieję, że zdążył już sobie pójść, rozmyć się w deszczu. Z ciekawości odwróciła głowę, chciała go dojrzeć, jednak... Zniknął. Stanęła. Zaskoczonymi oczami badała miejsce, gdzie wcześniej się znajdował. Czyżby odszedł? To oczywiste, po co miałby tu sterczeć, przecież zapewne też dokądś zmierzał. Tylko w jej głowie pojawił się cichy głosik, który kazał potraktować go jako kogoś wyjątkowego, tylko ona ze wstrzymanym oddechem obeszła go szerokim łukiem. Tylko po niej można było się tego spodziewać. Nawet teraz, stojąc na deszczu nie czuła jak krople moczą jej włosy, gdy nieświadomie opuściła parasol. Tępo wpatrywała się w pustą przestrzeń. Zamglone oczy, oprawione zmarszczonymi brwiami wyszukiwały okrucha sensu w tym zdarzeniu. Chyba niepotrzebnie. Zajęło jej to kilka chwil zanim otrzepała skronie ze zbędnych trosk i doszła do siebie. Parasol znów znalazł się nad jej złotą czupryną, oczy ponownie wbiły się w ziemię. Oczekiwała, że zaraz znów będzie mogła zatracić się w rytmicznym stukocie butów, jednak już przy pierwszym kroku dźwięk został zagłuszony.
- Kogo tak wypatrujesz, hm?
Niski, nieco zachrypnięty, męski głos dobiegł ją z naprzeciwka. Z wrażenia cichutko pisnęła. Ledwo kilka metrów przed nią stał ów mężczyzna, którego tak starannie ominęła. Skierowany bokiem, zerkał na nią spod brzegu swego parasola. Nie próbował nawet ukryć przy tym swego zadowolenia. Ukryty za postawionym kołnierzem płaszcza uśmiech wydawał się być bardzo szczery. Niebieskie oczy zawadiacko migotały w świetle ulicznych lamp.
- Ah, no tak.
Podszedł kilka kroków bliżej zatrzymując dopiero, gdy dziewczyna zaczęła się cofać. Doskonale rozumiał jak się czuje. Nie uciekło to też jej uwadze. Zdecydowanie utrzymywał kontakt wzrokowy. Wzbudzał zaufanie od samego początku do samego końca. Każdy gest był spokojny, przemyślany. Wydawał się mieć w tym swój bliżej nieokreślony, osobisty cel. Skłonił się nieco.
- Quirin. Mogę zająć ci chwilę czasu? Chyba, że bardzo się spieszysz.
- Czego chcesz? - dygotała nerwowo.
- Jestem tu służbowo.
- Służbowo? - dopytała.
- Służbowo. Niekoniecznie chętnie, lecz, co ja mogę. - od razu zauważył zdumienie w jej oczach. Dorzucił z ciepłym uśmiechem: - Widzisz, jaka z ciebie osobistość? Aż posyłają po ciebie.
Nie wydawała się być zbytnio przekonana, więc bez słowa obeszła go i ruszyła dalej. Krawędź jej płaszcza podwinęła się na wietrze gdy stawiała kolejne kroki. Mężczyzna, zdumiony jej zachowaniem wydawał się nie być przygotowywany na taką ewentualność.
- Dia! - zawołał.
- Mów czego chcesz. - odwróciła się na pięcie.
- Nie chcesz wiedzieć po co tu jestem? - nie ukrywał zaskoczenia.
- Jakoś... Nie bardzo. - rzuciła z typowym, cwanym uśmiechem i ruszyła dalej.
Tuż za jej plecami rozległ się pogłos skórzanych butów. Szedł za nią nie porzucając przy tym narzuconego przez nią tempa. Przeszli tak dobre kilka metrów i z pewnością zaszliby dalej, gdyby nie fakt, że dziewczyna traciła już resztki swej cierpliwości. Stanęła w miejscu, z nim tuż za plecami.
- Po co za mną leziesz, co? - rzuciła.
- Takie mam zadanie. Znaleźć cię.
- Znalazłeś, zadanie wykonane! - odwróciła się do niego, chcąc spojrzeć mu prosto w oczy. - Możesz już iść.
- Muszę cię też przyprowadzić. - dodał, wciąż się uśmiechając.
- Chyba sobie żartujesz. - zerknęła na niego. - Gdzie i po co chcesz mnie zabrać?
- Zgromadzenie cię potrzebuje.
Nie dała za wygraną. Momentalnie odepchnęła od siebie myśl o tym, że mogłaby znów w to wsiąknąć. Zgasiła iskrę fascynacji, która wbrew jej woli pojawiła się w częściowo zamrożonym już sercu. Spuściła głowę.
- Nikt z tamtych mnie nie potrzebuje. - warknęła.
- Skąd możesz to wiedzieć. - podszedł nieco bliżej.
- Byłam tam zaledwie raz. Nawet nie wiem jak, nawet nie wiem po co. Dlaczego więc mam tam wracać? - zasklepione już rany znów się rozogniły. - Co ze mną jest nie tak, że akurat mnie potrzeba!
- Diam.
Wyciągnął do niej rękę. Kompletnie zrezygnowała, stwierdziła, że nie ma zbyt wiele do stracenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
