poniedziałek, 25 marca 2013

V. Zmiany.





            Niezmiennie bezchmurne niebo było bezkresnym oceanem, po którym płynęły pojedyncze ptasie okręty. Długa trawa poruszała się wraz z powiewami wiatru. Jej zieleń lśniła w przyjemnie ogrzewających, południowych promieniach słońca. Jedyne, co zaburzało ten piękny widok to czerwone krople krwi, pojawiające się coraz częściej i częściej. Powolnie ściekały i spadały z sierści czarnego zwierzęcia, zdobiąc źdźbła. Wilk stał na swych mocarnych łapach, a z jego pyska wydobywało się głośne posapywanie. Zawarł szczęki i niezauważalnie zerknął kątem oka na zapatrzoną w niego Diam. Nieznane mu dotąd spojrzenie dziewczyny wywołało w nim dziwnie przyjemne uczucie. Uniósł władczo łeb, nastroszył sierść i wracając myślami na ziemię rzucił okiem na przegranego. Powolnym krokiem ruszył w jego stronę. Szary wilk leżał skulony na trawie. Nieruchome ciało zwierzęcia wydawało się wręcz martwe. Kamu podszedł do niego i jakby od niechcenia trącił go nosem, lecz ten nie zareagował. Dopiero po chwili blade ślepia powolnie się otworzyły, a nieobecny wzrok zwierzęcia padł na stojącego nad nim osobnika. Głośne warknięcie czarnego samca poniosło się wśród drzew. Dominował.

            Obserwująca to Diam mogła stwierdzić jedno. Groziło jej fascynujące niebezpieczeństwo. Na tyle fascynujące, by zapomnieć o tym, co się z nim wiąże. Zapragnęła zagłębić się w nim bardziej, być może odmienić nieco swoją codzienność. Najbardziej jednak fascynowały ją dwie kreatury, znajdujące się tak blisko. Nowy świat miała na wyciągnięcie ręki.

            Rozmyślając o tym wszystkim dostrzegła, że czarny wilk wycofał się i stanął spokojnie w pustym miejscu. Spojrzał na nią. Kolejny raz ich wzrok się spotkał. Zielone ślepia kontrastowały z ciemną, smolistą sierścią, klatka piersiowa unosiła się rytmicznie. Jedynie z naprężonego boku stale spływała strużka krwi. Niespodziewanie zwierzę uniosło łeb, a czarne ptactwo wzbiło się w powietrze, zasłaniając je. Opadające pióra stworzyły swego rodzaju zasłonę, nie pozwalając przedrzeć się przez nią spojrzeniu dziewczyny. Jednak przez chwilę gąszcz kruczych lotek jakby umyślnie odkrył fragment ciała chłopaka. Górne, wyrzeźbione partie zdobiło ledwie kilka zadrapań, które nie wyglądały zbyt groźnie. Dopiero widok rozdartej na boku skóry i wypływającej krwi przyprawiał o dreszcze. Czarne pióra ponownie zakryły całe ciało chłopaka i przekształciły się w ubranie, które miał wcześniej na sobie. Gdy stanął prosto na nogach, dotknął swojego boku a jego twarz nawiedził grymas.

            Nie zauważył, kiedy Diam zdążyła podejść do niego, a jej wyciągnięte ręce z niewiadomego powodu chciały załagodzić ból walki. Gdy zauważył kątem oka jej jasne kosmyki, błyskawicznie odwrócił się i jednym ruchem przygwoździł ją do ziemi. Silne dłonie chłopaka oparły się na drobnych ramionach dziewczyny. Choć drobne ciało, okryte zwiewną bluzką próbowało wyrwać się z uścisku, Diam nie uzyskała żadnego rezultatu. Jej zmierzwione włosy rozwiały się po trawie a spojrzenie skierowało się na postać, pochylającą się nad nią. Ciężki oddech chłopaka okalał jej twarz a nienawiść, kłębiąca się w jego oczach, delikatnie zasłoniętych przez powiewające kosmyki długiej grzywki wydawała się tak czysta i bezkresna.


Dlaczego?


- Czego chcesz? - powiedziała niepewnie Diam, oddychając nierównomiernie. Jej bladoszare oczy poruszyły się niepewnie.
- To ja pytam. Czego tu szukasz? - chłód jego głosu wydawała się nie do opisania.


            Wzrok Kamu niezmiennie wydawał się docierać do najgłębszych zakamarków podświadomości dziewczyny. Nie pozwalało jej zebrać myśli, znaleźć odpowiedzi. Drżąca, drobna osóbka wydawała się tak delikatna pod naporem silnego ciała chłopaka, okrytego czarną koszulką, której fałdy materiału wisiały nad jej brzuchem Rozgorączkowanie zostało przerwane przez zimną kroplę krwi, która spadła na rękę dziewczyny.


- Twoja rana…


            Diam uniosła rękę tak wysoko, jak tylko pozwalał jej na to uścisk chłopaka. Widząc to, błyskawicznie złapał ją w przedramieniu. Przerwany oddech dziewczyny wypełnił ponownie jej płuca a drobne, różowe usta nieco się rozwarły. Przyglądała się jak Kamu z niewiadomych przyczyn spuścił głowę. Nie zrozumiała.


- Pozwól sobie pomóc.
- Nie. - kategorycznie odmówił, zagryzając wargi.
- Ale...


            Gdy ponownie podniósł wzrok by spojrzeć jej w oczy, odległość między wydawała się jeszcze mniejsza. Tak samo, jak niepokój dziewczyny. Diam zauważyła, że strach stopniowo opuszczał jej skrępowane ciało. Nadal nieco złowrogie spojrzenie chłopaka nie wzbudzało w niej żadnych emocji. Jakby przywykła do niego już dawno.


- Powiedziałem ci coś. Odejdź stąd. - warknął ostro.


            Jednak dziewczyna nawet nie drgnęła. Skąd w niej tak wiele pewności siebie? Kiedy się pojawiła? I dlaczego? Przecież dzieliło ich dosłownie kilka centymetrów. Wysoki chłopak nachylał się nad nią, a ona uparcie wgapiała w niego swój rozgniewany wzrok. Czuła, że da radę. Że nie ulegnie jego charakterowi. Ani przez moment nie dawała za wygraną. Trwali tak, wpatrzeni w siebie do momentu, gdy za ich plecami rozległ się słaby, przerywany głos.


- Ma zostać... Ma zostać z rozkazu.


            Oboje odwrócili wzrok w stronę chłopaka, który powolnym ruchem podnosił się z ziemi. Jego obolałe ciało wydawało się zbyt delikatne i wiotkie jak na jakiegokolwiek człowieka. Gdy stanął na równych nogach, spojrzał przed siebie. Jedną ręką dotknął zakrwawionego ramienia, które było wyraźnie widoczne przez rozdartą bluzę. Wbrew wszystkiemu perfekcyjnie skrywał ból. Blade oczy chłopaka skierowały się na twarz Kamu, który wstał z ziemi, puszczając dziewczynę z uścisku.


- Z rozkazu czy nie, nie powinna tu być. – szczypta agresji zabarwiła jego wypowiedź.
- Wiesz, że to nie zależy od nas. – głos blondyna był niezwykle cichy.
- Co nie znaczy, że nie mamy wpływu na decyzje Zgromadzenia, Kami. – Kamu mruczał pod nosem, mierząc rozmówcę nieokreślonym spojrzeniem.
- Arizel uwierzył w wizję Roxean. Znasz go. Ufa jej. A ona? Przecież nigdy się nie myli.
- Może tym razem jej się zdarzyło? – zaśmiał się i wskazał palcem na dziewczynę, która podeszła do nich. – Spójrz na nią. Jak ktoś taki, jak ona może okazać się nadzieją dla Zgromadzenia. Przecież ona jest nikim, sam dobrze to wiesz. Niczego nie znaczy, nic nie-


            Słowa chłopaka przerwał odgłos uderzenia dłoni dziewczyny w jego policzek. Ułamek sekundy wystarczył, by dojrzała zmianę na jego twarzy. Ogrom złości zniknął, za to został zastąpiony odrobiną zdziwienia. Duże, zielonkawe oczy rozwarły się, a źrenice skierowały się ku jej twarzy. Dopiero gdy obraz chłopaka zniknął, zastąpiony widokiem trawy pod jej stopami, zorientowała się, co zrobiła. Szeroko otwarte oczy, przepełnione paniką spojrzały na twarz Kamu, która skryła się za brązową czupryną. Nie rozumiała samej siebie. Zabrakło jej słów.

            Oczekiwanie na reakcję chłopaka wydawało się trwać wieczność. Ostatecznie sytuacja została załagodzona przez Kamiego, którego cichy chichot wyrwał Diam z zamyślenia. Opuściła zawieszoną w powietrzu rękę.


- Ma charakterek. – rzucił, klepiąc Kamu w ramię.
- Zamknij się. - syknął przez zęby.


            Roześmiany Kami odszedł kilka kroków przed siebie, pozostawiając pozostałą dwójkę za swoimi plecami. Oboje wpatrzeni w wysoką postać kroczącą przed siebie zapomnieli o swojej wzajemnej obecności. Gdy Kami się odwrócił, zauważyli, że łagodna twarz blondyna zastygła, a jej blady odcień rozświetliły promienie słońca.


- Kamu?
- Czego? - chłopak prychnął pod nosem i rzucił mu wrogie spojrzenie. Jego twarz pozostawała zakryta gąszczem włosów.
- Co, jeśli to wszystko okaże się prawdą?
- Pieprzysz.
- Zastanów się. Gdybyśmy nie myśleli podobnie, nie bylibyśmy tu teraz, wszyscy razem.


            Zapanowała cisza. Zmieszane, nieokreślone miny zebranych świadczyły o jednym. Wszyscy razem jak i każdy z osobna wiedzieli. Wiedzieli, że coś się zaczęło. Tylko... Co?


- Ty i te twoje gadki od rzeczy. – głos szatyna wydał się surowy i karcący.
- Więc, dlaczego tu wpadłeś? – spokojny ton Kamiego był wręcz zbyt nierzeczywisty.
- Usłyszałem, że ktoś ma się tu z nią spotkać.


            Ich tajemnicze spojrzenie padło na małą istotkę, przyglądającą się im uważnie. Przelęknione oczy wyczekiwały jakiegokolwiek wytłumaczenia zaistniałej sytuacji.


- Czas jej wszystko wyjaśnić, co? – Kami podrapał się za uchem, uśmiechając się lekko.


            Cisza lekkiego zefiru przyprawiała o ból głowy, wypełniając oczekiwanie kolejną dawką ciekawości i niepewności. Szmer trawy drażnił uszy, pozostawiając w nich resztki letniego spokoju. Ptaki dawały swój koncert, pusząc pióra, ogrzewane promykami słońca. Wyczuwały, że to czas, na zmiany. Na wędrówkę w nieznane. To samo odczuwała Diam, myśląc o tym, co ją czeka. Nieznana podróż w nowy, nieznany dotąd świat. Jak się skończy? Kto wie.

            Spięte ciało dziewczyny stało w bezruchu. Jej długie, proste włosy tańczyły na wietrze, sunąc po wąskich ramionach, okrytych delikatnym materiałem. Spojrzała w górę. Pojedyncze ptaki kolejny raz przecinały niebo, otulone coraz większą, śnieżną kołdrą. Wzięła głęboki oddech, rozluźniając każdą część swojego ciała. Jej twarz rozpromienił nieoczekiwany uśmiech, który szybko zakryła dłonią. Gdy ponownie spojrzała na dwójkę chłopaków, spostrzegła, że jeden z nich z niewiadomego powodu niecierpliwie się jej przygląda. Ciemne pasma grzywki przesuwały się po jego wysokim czole, poddając się powiewom. Pełne wargi rozchyliły się nieco, a w jego morskich oczach kolejny raz pojawił się ten dziwny blask…

            Z zamyślenia wyrwało ją krótkie chrząknięcie. Momentalnie odwróciła wzrok w stronę dźwięku. Ujrzała Kamiego, siedzącego na trawie, który wydawał się czekać na nich. Po jej ciele przebiegł ciepły, przyjemny dreszcz. Otarła dłonią przedramię, odwracając wzrok w przeciwległe miejsce. Usiadła. Kamu zrobił to samo, dołączając do grupki. Dziewczyna zagryzła wargę i starała się odrzucić od siebie wszystkie zbędne myśli, które niepotrzebnie zaśmiecały jej głowę.


- Więc, Diam. – łagodny ton Kamiego uspokoił jej dziwnie dygoczące ciało. – Nie znaleźliśmy się tu bez powodu.


            Nie odpowiedziała.
            Jej nieobecne spojrzenie błądziło gdzieś po źdźbłach trawy.


- No tak… - Kami niepewnie potarł dłonie. – Jakby to… Diam.
- T-tak? – zdziwiona podniosła wzrok i spojrzała na jego spokojną twarz.
- Wierzysz w to, co jest teoretycznie niemożliwe?
- W jakim sensie? – jej brwi uniosły się nieco, a na czole dziewczyny pojawiły się drobne zmarszczki.
- Chciałem spytać czy jesteś w stanie uwierzyć w coś, co z pozoru wydaje się nierealne.
- Myślę, że tak. – w słowach dało się wyczuć odrobinę niepewności.
- Tu nie ma nic do myślenia. – wtrącił Kamu, patrząc na nią. – To zbyt awaryjna sytuacja, by nad czymkolwiek myśleć.
- Więc… - oczy Diam powędrowały na twarz Kamu, spoglądając na nią ledwo ułamek sekundy. Jej płuca uniosły się, wypełnione głębokim wdechem.- Tak. Jestem w stanie uwierzyć.


            Uśmiech Kamiego, współgrający z gwałtownym wypuszczeniem powietrza z płuc świadczył o swego rodzaju uldze, którą odczuł. Zerknął na chłopaka obok, który kreślił kształty na zielonej trawie. Westchnął głośno i zwrócił się do Diam:


- Co sądzisz o istnieniu mitycznych stworzeń?
- Nigdy zbytnio nie zaprzątałam sobie tym głowy. – rzuciła. – Jednak skoro są o nich wzmianki, musiały kiedyś istnieć, prawda?
- Słusznie. – zaśmiał się pogodnie. – Byłabyś zaskoczona, gdyby ich istnienie okazało się… Prawdą?


            Uśmiechnięta, spojrzała na niego.


- A czy już się nie okazało?
- Co o tym sądzisz?
- Nie boję się, jeśli o to pytasz. – odpowiedziała, unosząc pewnie głowę. Była pewna swoich słów.


            Z każdym kolejnym słowem atmosfera robiła się o dziwo coraz łagodniejsza. Roznosił się w niej posmak tajemniczego aromatu, którym wypełniona była rozmowa tej trójki.


- A co, gdyby okazało się, że sama jesteś częścią tego nierealnego świata?


            O oto jak jedno, jakże proste zdanie zdołało przebić się przez słodki aromat tajemnicy, wprowadzając gorycz strachu.

Zamarła.
Zagubiła się na kilka chwil. Jej spojrzenie stało się nieobecne.
Ciało wydawało się jakby… Ociężałe?
Dlaczego…


            Dlaczego czuła, że powinna już dawno się tego spodziewać? Że od dawna powinna się domyślać, że jej życie nie jest tak zwykłe, jak zawsze sądziła? Nakład nowych doznań rozproszył ją. Nie umiała wrócić do siebie.


- Ale… Jak to? – spytała, pokonując wewnętrzną barierę strachu.
- Nigdy nie zauważyłaś, żeby Twoje życie było nieco inne? Dość specyficzne? Nigdy… Nigdy…


            Wypowiedź Kamiego docierała do niej jedynie fragmentami. Nie słuchała. Nie umiała. Jej zamknięty umysł samorzutnie się ograniczył. Skuliła się, zamknęła oczy. Niekontrolowane drobne dłonie powędrowały na głowę dziewczyny, zakrywając jej uszy. Organizm reagował sam. Bez jej ingerencji.


- Diam? Diam!


Niespodziewanie usłyszała rozgorączkowane głosy tuż przy swojej twarzy.
Co się stało?
Dlaczego tak nagle podnieśli głos i nerwowo wołali ją, będąc tak blisko?

            Wyciągnęła rękę w bok. A raczej spróbowała wyciągnąć. Ciało dziewczyny ogarnęło coś na kształt wewnętrznego paraliżu, który uniemożliwiał przepływ impulsom nerwowym. Pod głową poczuła dziwną miękkość. To trawa ścieliła się pod jej włosami, dotykając pojedynczymi źdźbłami jej rozognionych policzków. Przez zamknięte powieki docierały do niej gorące promienie słońca.

Poczuła dotyk.
Ten sam, który wcześniej opadł na jej ramiona.
Tym razem był inny. Delikatny, troskliwy. Zamyślony i przerażony.
Ale...
Jak to?




            Dotyk zniknął. Jej uszu dobiegły nagłe kroki. Szybki bieg. Nagłe dyszenie, rozciągłe oddechy. Jej szyję ponownie oplótł oddech, jednak pochodził z innego gardła.


- Diam! Trzymaj się!


Trey.

3 komentarze:

  1. Omo...aż nie wiem co napisać OwO jak zwykle rozdział mi się podobał. I jestem ciekawa co się wydarzyło pod koniec *^*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Ci bardzo ;D
    W krótkim czasie dopiszę coś nowego. ^ ^

    OdpowiedzUsuń