niedziela, 24 lutego 2013

IV. W blasku.




       Nim się obejrzała, znajdowała się kilka kroków od miejskiego parku. O dziwo pokonanie całej drogi zajęło jej bardzo mało czasu. Zapewne była to wina targających nią emocji, które pchały ją przed siebie. Czuła, że zanurza się coraz głębiej w odmętach tej dziwnej historii. Chociaż próbowała dać sobie spokój i wrócić do realnego świata, racjonalne myśli nie umiały przedrzeć się przez całą stertę niecodziennych wrażeń.
       Poranne niebo okryło się kilkoma chmurami. Wczesnojesienne słońce leniwie wyglądało zza jednej z nich. Tłok na ulicach był niezmienny. Widać było, że miasto stale tętni życiem. Nic nie wskazywało na to, że ten dzień mógłby być w jakikolwiek sposób inny od pozostałych. Zwalniając tempa, Diam podeszła do ogromnej bramy, prowadzącej do parku. Ozdobne wykończenie otwartych skrzydeł wyróżniało się pośród szarych, okolicznych budynków. Ogromny obszar, ograniczony płotem wydawał się być oazą spokoju. Gałęzie drzew lekko opadały w dół, jakby chciały przywitać nowych przybyszów. Zielone alejki zachęcały do spacerów a ukryte w koronach drzew ptaki umilały czas swoim śpiewem. Dziewczyna skierowała się główną alejką po lewej. Dróżka prowadziła nieco w górę i zakręcając omijała mały placyk zabaw, na którym bawiła się gromadka małych dzieci. Ich radosny śmiech jeszcze bardziej ożywiał to niezwykłe miejsce. Wzdłuż alejki ustawionych było kilka ławeczek, na których przesiadywali ludzie. Przychodzili tutaj by odpocząć od zgiełku miasta, oddać się lekturze, porozmawiać czy też poznać nowych ludzi. Panowała tutaj niesamowita atmosfera. Wszelkie rozmowy ludzi, przechadzających się po wąskich uliczkach wśród rzędów drzew były przyciszone. Kojąca aura wypełniła na kilka chwil umysł dziewczyny, pozwalając jej odciąć się od niepokoju.

       Kierowała się dalej, stawiając coraz mniej pewne kroki. Wąska ścieżka skręciła nieco w prawo, przecinając park i dzieląc go na dwie równe, symetryczne części. Wydawać się mogło, że Diam znalazła się właśnie w innej części parku. Placyk zabaw oddzielała teraz ściana wysokich tuj, które tłumiły rozradowane krzyki za jej plecami. Przed nią ciągnęła się prosta, długa aleja. Dróżka wysypana białymi kamyczkami współgrała z jasnozieloną trawą. Ogromny trawnik powodował, że przestrzeń wydawała się jeszcze większa. Wzdłuż alei ustawione były czarne latarnie, zakończone wymyślną głową. Naprzemiennie z nimi rosły młode drzewa o kształtnych koronach. Cały krajobraz był uroczy i przepełniony swojego rodzaju elegancją. Każdy, kto choć raz odwiedził to miejsce, miał ochotę pozostać tu choć chwilę dłużej i z pewnością chętnie tutaj powracał.
        Gdy aura rozmarzenia nieco opadła, spojrzała na zegarek. Pozostało jej kilka minut. Pospiesznie ruszyła aleją. Z każdym dalszym krokiem pojawiało się przed nią coraz więcej drzew. Zaburzały nieco elegancję, dodając jej buntowniczego wyrazu. Trawnik przestawał być gładki i zadbany, zamiast tego wyrastały z niego wysokie pnie, na czubkach których cicho szumiały liście.  Teren zaczął opadać w dół, kamienna aleja zanikała. Zastąpiła ją wydeptana ścieżka, prowadząca w głąb gęstego lasu. Widząc, że jest już coraz bliżej, Diam zwolniła kroku. Ostatecznie przystanęła na chwilę i odwróciła głowę w stronę parku. Te dwa światy, oddzielone niewyraźną granicą wydawały się tak różne...



       Szelest pod jej stopami wydawał się niezwykle głośny. Cieniutkie gałązki pękały pod ciężarem drobnej istotki, przedzierającej się przez zaciemniony las. Poszukiwała jakichkolwiek śladów, które pomogłyby jej odnaleźć miejsce, gdzie cała historia się rozpoczęła. Coraz szybszy oddech stawał się płytki, poruszanie się sprawiało ból. Czuła strach. Ogromny strach, który wypełniał jej ciało po brzegi. Nie pozwalał utrzymać odpowiedniej równowagi, mącił w myślach. Zadawała sobie stale jedno i to samo pytanie: Dlaczego akurat ja? Nie pojmowała sensu wszystkiego, co się działo. Liczyła jednak, że choć w małym stopniu uda jej się wyjaśnić wszystkie wydarzenia rodem z fantastycznej powieści.
       Diam dojrzała, że zza drzew wyłaniają się promienie słońca. Padały łuną w głąb ciemności, a w ich świetle mieniły się błyszczące drobinki. Nagle wszystko przestało się wydawać tak strasznym jak z początku. Aura słońca napawała pozytywną energią i dużą dawką wiary. Dziewczyna wyszła zza drzew, stawiając stopy na gęstej, wysokiej trawie. Natrafiła na pustą przestrzeń gdzieś w środku lasu, okrążoną wokół rzędem wysokich drzew. Rozejrzała się wokół, oślepiona ostrym, światłem słońca, które najwidoczniej zdecydowało się wyjść zza chmur. Spokojna polana była jak cicha ostoja dla wędrowca. Zachęcała do chwili odpoczynku.
       Nerwowo spojrzała na zegarek – punktualnie. Więc... Gdzie on jest? Gdzie jest chłopak, który miał pomóc jej w wyjaśnieniu sprawy? Myśli dziewczyny przepełniły się wieloma teoriami. Kolejny raz ilość pytań sięgała punktu krytycznego. Włócząc powoli nogami, przysiadła w cieniu ogromnego głazu, stojącego na środku polany. Oparła głowę o jego chłodną ścianę i spojrzała w górę. Na niebie pojawiało się coraz więcej chmur, jednak słońce wydawało uparcie się przez nie przedzierać. Świat wokół wydawał się bardzo spokojny.

       Co prawda, mało kto tu bywał. Ludzie zwykle unikali miejsc, gdzie byliby sami, a jednocześnie mogli czuć się zagrożeni. Las był jednym z nich. Krążyła o nim zła opinia, która koniec końców nie miała w sobie zbyt wiele prawdy. Tworzono bajeczki, straszne historie, rozsiewano je wśród społeczeństwa. Odstraszały ludzi. Nie raz Diam słyszała o tym, jak to osoby wchodzące do tego lasu już nigdy z niego nie wychodziły. O tym, jak znikały, rozpływały się w powietrzu, gubiły się. Mówiono, że nigdy ich nie odnajdywano. Co się z nimi działo? Sądzi się, że zostali zabici przez grasujących psychopatów. Przecież to domena Himikawy, prawda? Ludzie żywo wierzyli w taką wersję wydarzeń. Jednak co powiedzieliby słysząc o młodej dziewczynie, bywającej w tym lesie od najwcześniejszych lat? I to najczęściej samotnie?
       Diam była tutaj częstym gościem. Potrafiła odnaleźć potrzebny jej spokój. Samotnie zaszywała się wśród drzew, najczęściej szkicując. Nauczyła ją tego jej mama. Wcześniej bywały tu razem, wybierały się na długie spacery. To jej wpływ spowodował, że dziewczyna rozkochała się w tym nietypowym miejscu.
       Podciągnęła nogi, opierając na nich brodę. Przymknęła na chwilę oczy, chcąc ukoić nerwy. Cisza pieściła uszy dziewczyny aż do momentu, gdy...

- Auuuuuuu~

       ...została przerwana przez przenikliwe, wilcze wycie. Dawka paniki wraz z krwią napłynęła do jej serca, które zaczęło łomotać w piersi. Poziom adrenaliny wzrósł a poczucie zagrożenia stało się niewyobrażalne. To on – przeszło jej przez myśl. Nie powinnam się bać, nic mi nie grozi... Prawda?
       Przeraźliwe wycie powtórzyło się raz jeszcze, jeżąc włosy na jej ciele. Skuliła się, ukrywając twarz. Była sam na sam z nieznanym jej zagrożeniem. Dlaczego wcześniej tego nie przewidziała? To wszystko wydawało się być tak proste. Ale kto przy zdrowych zmysłach dałby się aż tak ponieść, żeby dać się namówić na takie spotkanie? Prawdopodobnie nikt.

- Auuuuuuuu~ - głośne wycie rozległo się po raz kolejny. Roznosiło się po pustej przestrzeni, wypełniając ją drżącym dźwiękiem. Niespodziewanie zamieniło się jednak w... - ~ekhm. - ...kaszel?

       Diam spojrzała na trawę. Ujrzała na niej wyraźny, ludzki cień. Nie rozumiała niczego, co się działo. Wiedziała jedynie, że ktoś stał tuż nad nią. Cichy chichot wypełnił powietrze, roznosząc się wokół.

- Wychodź.

       Męski głos nie przypominał tego, który słyszała w bibliotece. Strach sparaliżował jej nogi nie pozwalając na nawet najmniejszy ruch. Nasłuchiwała jedynie szmerów, które dobiegały z tak bliskiej odległości. Patrząc znad kolan nieco przed siebie, dostrzegała jedynie czubki własnych butów. Słyszała kroki. Zbliżał się. A ona? Nie była w stanie zareagować. Zamknęła oczy.

- Masz zamiar tu tak siedzieć?

       Szorstki ton wzbudzał strach w każdym fragmencie jej ciała. Wbrew temu, Diam odważyła się otworzyć oczy. Jednak gdy podniosła głowę, zamarła. Gdy silne promienie słońca przestały ją ślepić, ujrzała wysoką postać, stojącą przed nią. Przybysz podszedł kilka kroków, wsparł się ręką na skale i nachylił nad dziewczyną zakrywając słońce. Ich spojrzenia się spotkały. Z niewiadomego powodu Diam kolejny raz poczuła lodowaty dreszcz, przebiegający po jej plecach.
       Stał na nią wysoki chłopak, który samą budową ciała mógł wywołać strach. Dobrze zbudowana, postawna figura świadczyła o jego sile. Czarna koszulka luźno okrywała mięśnie, a ciemne spodnie zdawały się nie krępować ruchów. Ostro zarysowana twarz, otoczona brązową czupryną pozostawała niewzruszona. Była równie pusta i zimna co jego głos. Wypełniał go jedynie chłód, który napawał przerażeniem. Nie pozostawił miejsca dla żadnych innych emocji. Był absolutny. Jednak...

- Wstawaj. - odsunął się o krok i wyciągnął do niej rękę.

       ...jednak w spojrzeniu chłopaka widać było coś całkiem innego. Łapiąc go za rękę i podnosząc się, Diam mogła choć przez chwilę lepiej przyjrzeć się jego morskim oczom. Gdy już stanęła na własnych nogach, speszona odwróciła wzrok. Wróciło do niej poczucie zagrożenia, które z niewiadomego powodu opuściło ją chwilę temu. Cofnęła się o krok, jednak jej plecy uderzyły o twardą skałę. Zachowanie dziewczyny jedynie rozśmieszyło chłopaka, rozwiewając na chwilę zimny wyraz jego twarzy i zastępując go nikłym uśmiechem.

- Nie wiem co oni w tobie widzą. - rzucił drwiąco.
- Oni? - spytała.
- Tak. - odparł, patrząc gdzieś w bok. - Przecież ktoś taki, jak ty... Szkoda gadać.

       Odwrócił się plecami i powoli ruszył przed siebie. Szumiące liście zagłuszyły jego kroki. Szedł miarowym tempem, nie zwracając uwagi na dziewczynę.

- Kim jesteś?

       Przytłumiony głos Diam przebił się przez ciszę. Słysząc jej słowa, chłopak przystanął.

- Czy to ważne?
- Mam już dość zagadek. - ku jego zdziwieniu, głos dziewczyny pełen był stanowczości.
- Widzę, że mamy charakterek. - rzucił prześmiewczo, odwracając się do niej. - Skoro tak, proszę bardzo. Zwykle wołają na mnie Kamu. - Delikatny wiatr nieco rozwiał jego włosy, zsuwając kosmyki z czoła. - Za to ty, ty to sławna Diam, o której od pewnego czasu stale się mówi. Aż słabo się robi.
- O mnie? - zaskoczona, zrobiła krok w tył.
- To oczywiste. Zgromadzenie nie ma innego tematu. - prychnął. - Arizel nigdy nie rozumiał tego, że Luminosi powinni żyć w zamkniętym świecie. Przez jeden błąd wszystko...

       Chłopak przygryzł wargę, przerywając w połowie zdania. Jego wyraz twarzy znów stał się nieokreślony. Jedynie przez ułamek sekundy wydawać się mogło, że pojawił się na niej cień bólu, który wykrzywił jego wargi w grymas. Odwrócił się ponownie plecami do stojącej nieruchomo dziewczyny. Jego wzrok powędrował w górę, na błękitne, poranne niebo.

- Jaki błąd? - ciągnęła niczego nieświadoma Diam.

       Milczenie Kamu było bardzo wymowne. Nie miał najmniejszej ochoty na rozmowę, a tym bardziej wyjaśnianie czegokolwiek. Wyczuwając to, Diam powolnym krokiem podeszła do niego.

- Odejdź stąd.

       Dwa lodowate słowa wystarczyły, by ciało dziewczyny zaczęło drżeć z przerażenia. Podświadomie cofnęła się o kilka kroków. Wiedziała, że powinna cokolwiek zrobić. Podjąć działanie. Uciec. Zniknąć. Wiedziała.

- Czekam tu na kogoś. - odrzekła, odrzucając racjonalne podpowiedzi.
- Odejdź. - warknął głośniej.
- Ale-

       Zanim zdążyła dokończyć, Kamu znajdował się już tuż przed nią. Poczuła, jak silna dłoń chłopaka zaciska się na jej szyi. Twardo przyparta do zimnej ściany skały, była zmuszona spojrzeć mu w oczy. W przepełnione nienawiścią ślepia, które mierzyły ją przenikliwym spojrzeniem.

- Zapomnij o wszystkim. - twarde słowa odbiły się echem w głowie dziewczyny. Otworzyła szeroko przerażone oczy. - Zapomnij o tym, że cokolwiek kiedykolwiek się wydarzyło.

       Pragnęła krzyczeć z bólu, jednak mocny uścisk nie pozwalał wykrztusić ani słowa. Bezradne dłonie Diam opadły na ramię chłopaka, chcąc go odepchnąć. Te starania wywołały jedynie uśmiech na jego twarzy. Zbliżył się jeszcze bardziej, a ich twarze dzieliło kilka centymetrów.

- Odejdź stąd. Rozumiesz? - ciepły oddech owiał szczękę dziewczyny. - Nie waż się tu wracać. Nie należysz do tego świata.

       Uścisk zniknął, oddech powrócił. Jedynie grunt pod nogami przestał być stabilny. Bezwładne ciało dziewczyny opadło na miękką trawę, wydając przy tym głuchy dźwięk. Czuła jak ucieka z niej wszelkie zwątpienie, niepewność. Wszelkie mącące jej w myślach emocje przeminęły, niesione chłodnym wiatrem. Stała się pewna. Najbardziej tego, że chce skończyć tą sprawę raz na zawsze. Ktoś nie chciał, by dowiedziała się prawdy. Nie zamierzała więc robić niczego na siłę. Pozostanie w swoim własnym, małym świecie wydawało się lepszym rozwiązaniem niż błądzenie wśród niestworzonych zagadek.

       Odwróciła głowę. Ujrzała chłopaka, stojącego kilka kroków dalej. Jego wzrok kolejny raz skierowany był w górę, jakby obserwował każdą zmianę na błękitnym niebie. Zadziwił ją. W ciągu kilku sekund zdołał tak bardzo zmienić swoje zachowanie. Wbrew tym zmianom wydawać się mogło, że pasuje w nim bezwzględny spokój. Jak to możliwe, by osiągnąć aż tak doskonałe panowanie nad sobą? Każdy ruch chłopaka wydawał się wyważony, wręcz perfekcyjny. Gdy nieco się poruszył, spoglądając na przestrzeń za głazem, Diam mogła kolejny raz ujrzeć ‘to coś’, czającego się w jego spojrzeniu. Przyglądała się mu z uwagą i zaciekawieniem. Nigdy wcześniej nie spotkała nikogo takiego, jak on. Wiedziała, że Kamu nie należy do tego świata, jej świata.

       Niespodziewanie chłopak ruszył z miejsca, żywo wskakując na głaz i szybko znikając z pola widzenia. Zaciekawiona Diam z trudem podniosła się z ziemi i niepewnie wyjrzała zza skraju kamienia. Na zielonym tle malowały się dwie postacie. W powietrzu roznosiło się przerażające ujadanie, które wydawało się coraz głośniejsze. Wilki. Dwa potężne zwierzaki o pokaźnych rozmiarach wrogo łypały na siebie. Zjeżona sierść na ich karkach powodowała, że wydawały się jeszcze większe i groźniejsze. Zwierzaki wbijały twardo łapy w ziemię, a ich rozwarte pyski ukazywały rzędy śnieżnobiałych zębisk. Diam poznała jednego z nich. Wreszcie mogła z bliska przyjrzeć się jego szarej, nastroszonej sierści i bladym ślepiom. Jednak jego postura w porównaniu z drugim, kruczoczarnym wilkiem wydawała się nieco mizerna. Silne, czarne ciało budziło strach. Psisko wydawało się nie do pokonania.

       Dziewczyna dobrze wiedziała kim są. Nie rozumiała jednak tego, dlaczego tak się zachowują. Wilki zaczęły powoli okrążać się wzajemnie, zmniejszając odległość. Powarkiwania były coraz to intensywniejsze, głębsze, zniecierpliwione. Zwierzęta położyły uszy gładko po sobie a ich barki nieustannie pracowały przy poruszaniu. Nagle szary samiec ruszył przed siebie, rzucając się na rywala. Ogromny pysk zamknął się na czarnej łapie, po której spłynęły stróżki krwi. Przeciwnik nie czekał zbyt długo z odpowiedzią. Rzucił się na ciało szarego samca, wbijając kły w jego kark. Ciężkie sapanie stawało się coraz głośniejsze a walka coraz bardziej zażarta. Żaden z nich nie chciał odpuścić. To nie wchodziło w grę.


Na trawie pojawiła się plama czerwonej krwi.
Zwierzę padło.
Rozległo się głuche, zwycięskie wycie.


2 komentarze:

  1. Jak zwykle przebrnąłem przez rozdział i zostawiło to we mnie niedosyt... oj kochanie, to jest nie miłe. Moim zdaniem, jest to dobry rozdział gdyż idzie poczuć miejsce czytając opis, przyjemnie idzie akcja przed siebie, lecz mało tego i jeszcze raz mało xD chce więcej! Muszę cie przypilnować byś zaczęła pisać dłuższe rozdziały :D. Wiesz nie mogę się doczekać piątego rozdziału i mojego zwyciestwa w walce :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Skąd wiesz, że Twojej postaci się to udało? ;>

    Staram się jak mogę. ;-; Nie chcę też tworzyć zbyt długich rozdziałów by czytanie nie było zbyt ciężkie :c Obiecuję - postaram się i z piątym!~

    Trzymaj kciuki ;D
    ~Daiyamondo.

    OdpowiedzUsuń